KRYZYS DUCHA

SAM BUDUJESZ SWÓJ DOM

Ludzie podobnie jak fale oceanu są różnego typu. W zależności jakie w sobie nosimy uczucia i emocje, w ten sposób tworzymy własny świat. Jesteś tym jakie są twoje myśli, słowa i czyny. Powiedz mi coś o sobie, zaprezentuj swoje myślenie a ja ci powiem kim jesteś?

Kto jest przesiąknięty strachem, chaosem taki tworzy świat wokół siebie i tak go widzi, szuka w innych ludziach takich samych cech i znajduje je w każdym jednym istnieniu. Każdy sądzi według siebie. Jeśli cały czas postrzegamy tylko to co jest negatywne, u każdego widzimy tylko złe strony wcześniej czy później nasze życie będzie podobne. Zaraz za naszymi emocjami maszeruje nasze zdrowie i też w swoim czasie odpowie na nasze zachowanie.

Czym więcej człowiek walczy z myślami strachu tym bardziej je tworzy, zawsze będzie postrzegał świat w negatywnych barwach, zawsze znajdzie przeciwnika, któremu musi "dołożyć" za własne niezrównoważone emocje. Poddanie się takim uczuciom doprowadza do tego, że to nie człowiek kontroluje uczucia tylko uczucie kontroluje człowieka. Uzależnia się od swoich myśli - gorzej zaczyna wierzyć, że jest stworzony do tego aby doświadczać innych, niby to według Planu Boskiego. Dopiero wtedy jego życie staje się przyjemne i wcale nie zważa na to, że zadaje innym cierpienie. Zachodzi tylko pytanie: czy Pan Bóg Mądry i Sprawiedliwy wybiera sobie takich pośredników, którzy zamiast koić i leczyć cudze rany bardziej je jątrzą?

Wystarczy, że nasz świat dostarcza nam codziennie wiele lęku, frustracji, niejasności, cały czas musimy dokonywać prawidłowych wyborów ... jest jeszcze trudniej kiedy zamiast prawdziwego przyjaciela trafi nam się taki "wychowawca", a może byłoby lepsze słowo "treser", któremu wydaje się, że jest wysłany przez Boga na Ziemię aby urządzał tresurę innym ludziom. Osobiście jestem zdania, że tacy "treserzy " nie mają nic wspólnego z prawdziwym rozwojem duchowym.

Najczęściej pojawiają się na naszej drodze wówczas kiedy zaczynamy zmagać się ze sobą we wspinaczce na wyższe szczeble doskonałości, i nie po to by nas wspomóc tylko blokują nam drogę. Poprzez fale negatywnych uczuć próbują wyprowadzić nas z równowagi, obniżyć nasze pola duchowe, podciąć nasze skrzydła. Od nich należy trzymać się z daleka, na pewno nie pomogą tylko obdarzą pogardą, nie uradują serca człowieka, tylko przeszyją go bolesnym słowem jak mieczem zamiast zasilić go własnym rozsądkiem i roztropnością.

W takim "nauczycielu" musi nastąpić jeszcze długi okres przemian skoro widzi w swoim bliźnim tylko jego wady ... musi wprzódy zastanowić się nad samym sobą. Powinien posłuchać siebie od wewnątrz czy czasami nie padł ofiarą swojego egoistycznego myślenia.

Już od dawna wiadomo, że osoby kroczące prawdziwie bożymi ścieżkami doświadczają od swoich bliźnich wiele pogardy, fałszu, szyderstwa. Nie jeden święty przepłacił z tego powodu własnym życiem. Nawet w Świętych Księgach pisze - "przed wielkim wywyższeniem idzie wielka pogarda".

Przy każdym z nas kroczy taki "adwokat szatana" i co jakiś czas próbuje nas boleśnie wyćwiczyć. Również i ja miewam podobne doświadczenia, sami to najlepiej widzicie na księdze gości. Ciągle znajdzie się jakiś "nauczyciel wszechwiedzący", który pragnie mnie podporządkować swoim naukom lub złośliwie upokorzyć.

Osobiście uważam, że powinniśmy wysłuchać każdego jednego człowieka pod warunkiem, że umie przekazać swój pogląd, udawadnia, ale nie uraża godności drugiej osoby, nie rani słowami. Nie wolno też nikomu naciskać na inną osobę, dyktować swoje warunki co do wyboru religii czy duchowego sposobu bycia. Prawdy należy szukać i samemu ją wybierać, możemy przeczytać 100 książek, ale nie musimy się zaraz utożsamiać z tą setką i jak małpka naśladować czyjeś ideologie nawet kiedy one są słuszne. Wielokrotnie chwila większego zrozumienia nadciągnie później, może się zdarzyć, że to nie nastąpi nigdy i też należy to zaakceptować. Bywa i tak, że w po jakimś czasie to co nas tak mocno pochłonęło okazuje się być fałszem, przeglądamy na oczy, sami odkrywamy kłamstwo, i z obrzydzeniem odpychamy ten element.

Największą konfrontację z negatywną energią przerabiałam w roku 2001 kiedy w moim środowisku rozeszły się słuchy o mojej duchowej przemianie. Właśnie wtedy przeszły przez moje mieszkanie "pielgrzymki" różnych wyznań i duchowo-ezoterycznych kultur, wszyscy niby to tylko chcieli mnie poznać, ale jak się później okazało była to chęć wcielenia mnie do swoich "zastępów". Kiedy odmawiałam natychmiast byłam upokarzana, straszono mnie Bogiem, udowadniano jaka jestem opętana a nawet, że sama jestem demonem. To była wielka sztuka manipulacji i prześciganie się w pomysłach. Z tego powodu doświadczyłam więcej łez i udręki niż pomocy i pociechy. Jeśli pozwoliłabym sobą do woli manipulować myślę byłabym odpowiednia dla wszystkich grup, chociaż w ogóle do nich nie pasowałam. Jeśli uwierzyłabym we wszystkie zarzuty jakie mi wówczas stawiano pewnie wylądowałabym w psychiatryku.
 
A przecież ja tym "świętym ludziom" wierzyłam, chodzili z Biblią, głosili piękne cytaty, jak widać szatan jest bogaty w swoje pomysły. W ten sposób wszedł pod mój dach aby posiać we mnie wątpliwości co do samego Boga, wywołać we mnie strach i poczucie winy nawet za to, że żyję i chodzę po tym świecie.

Na swoją obronę miałam wówczas tylko te słowa:

"Pan jest pasterzem moim ...
wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości,
ze względu na Imię swoje".

Twarda to była lekcja życia i nie powiem był nawet taki moment, że sama wątpiłam czy ze mną jest wszystko w porządku? Przyszła inna chwila, zebrałam całą swoją siłę, odwagę i wszystkich "cudownych nauczycieli" pogoniłam ze swojego życia. Wtedy nastąpił spokój i ukojenie, ale już wiedziałam, że na tej drodze zostaję sama, że nie mogę na nikogo liczyć ani nikomu ufać oprócz Jedynego Boga. To mnie uratowało od podejmowania mylnych decyzji w chwili kiedy jeszcze nie byłam na tyle duchowo silna, od kolejnego zaliczania nie wiedzieć czego i po co?

Od tej pory rozpoczęłam świadome poszukiwania ludzi już z innej grupy, którzy prawdziwie przeżywali mistyczne doświadczenia bez względu na religię. Zauważyłam u nich wszystkich podobne odczucia, towarzyszące im zjawiska, chociaż używali innych określeń to jednak głębsze myśli, chęć działania pozostawały takie same. Od tej pory moim autorytetem stała się Św, Teresa z Avilia, Ojciec Pio i wielu im podobnych. Nie pominęłam świętych z innej religii, nie wzoruję się tylko na świętych katolickich, świętość to jest świętość - w każdej religii rządzi się tymi samymi prawami.

W chwili przebudzenia wszyscy bez względu na religię, kulturę, kolor skóry, szerokość geograficzną i czas w którym się urodzili otrzymywali podobne znaki, sygnały, informacje. Przemawiali podobnym językiem często niezrozumiałym dla reszty świata, wszyscy byli podobnie dręczeni, upokarzani. Przebudzone dusze po tym się poznają. Jakiś nieznany im dotąd wewnętrzny mistyczny impuls dopinguje ich do dalszego działania i jednoczy ich.

Pan Bóg patrzy nie na naszą religię, kolor skóry czy miejsce, w którym się narodziliśmy, patrzy jakie mamy w sobie serce i jakimi chodzimy drogami. Sprawiedliwego człowieka, który chodzi boskimi ścieżkami wypatrzy nawet w głębokiej jaskini.

Inne pseudo-duchowe scenariusze opóźniają człowieka w jego rozwoju ale ta szkoła bywa również przydatna, ponieważ wnosi w człowieka większą siłę i głębsze zrozumienie. W chwili przebudzenia należy mocno otworzyć swoje kanały spostrzeżeń aby na zmarnować za dużo czasu lub całkiem nie ugrzęznąć na niewłaściwej drodze. W dzisiejszym świecie mamy mocno rozwinięty "duchowy biznes", który czyni więcej złego niż dobrego i nie ma nic wspólnego z właściwym rozwojem duchowym. Mówię po raz kolejny - uważajcie, nie pozwólcie sobą manipulować, w dodatku za wasze pieniądze.

Już od wieków głosili nam mędrcy: gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz, myślisz, to ma związek z naszym umysłem. Ważne w życiu jest aby szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie - kim naprawdę jestem? Zrobić wewnętrzny rachunek sumienia i wiedzieć do kogo tak naprawdę chcemy przynależeć?

Następne pytanie - czy wszyscy czują i reagują tak samo jak ja? Czy wszyscy muszą iść moją drogą?

Oczywiście, że nie. Tylko ludzie na niskim poziomie świadomości mają największe predyspozycje do kontroli innych umysłów (niezależnie od instytucji), uważają się za mocarzy, w czym ukrywa się wielkie niebezpieczeństwo, sami zastawiają sidła na własnej drodze i sami w nie wpadają. Jakoś tak się dzieje, że ci, których próbują "tresować" otrzymują nagrodę od samego Boga za swoją roztropność i pokorę a im szykuje upadek. Na drodze przewrotnego zawsze można znaleźć sidła i ciernie, ale człowiek mądry trzyma się od nich z dala.

Kontrolerzy są przekonani, że tylko w ten sposób - przyłączając innych pod swoje dowództwo i podporządkowując własnym prawom osiągną jeszcze większą moc i doskonałość. Często towarzyszy im chęć zadawania innym emocjonalnego bólu, bawią się w sędziów w zależności od swojego religijnego wychowania lub własnego stylu życia (lider religijny zarzuci opętanie a naukowiec chorobę umysłową). Nie dostrzegają co jest oczywiste, widzą rzeczy oczami własnego ego a nie takimi jakie są.

Pamiętaj - kim jesteś, taki widzisz świat wokół siebie. Jeśli automatycznie tworzysz złe myśli, szukasz winnych to w ten sposób pokazujesz światu swoją złość, strach, niepokój i inne negatywne uczucia jakie sam w sobie nosisz. Wychodzi z ciebie poczucie braku bezpieczeństwa, twoje emocje i twoje myśli są tylko ucieczką od samego siebie, stąd przerzucanie winy na inne osoby.

Takie osoby bywają bardzo dumne z siebie, potrafią innym inteligentnie "dołożyć" i tak pełne uznania dla siebie nawet nie przeczuwają, że same są na etapie "duchowego przedszkola".

Kiedy człowiek zaczyna postrzegać zalety innych ludzi, budzi się w nim prawdziwa tożsamość i sprawiedliwość. Ten co nie uznaje prawdy, zalet innego człowieka traci dużo własnej energii. Natomiast miłość i radość jakie dajmy innym ludziom wnoszą w nasze życie energię, siłę, uzdrowienie, obfitość, pokój. To jest praktyka duchowych mistrzów, którzy prawdziwie czują sens życia, są wielkimi twórcami własnego losu, potrafią docenić wysiłki słabszych ludzi zarazem wynosząc ich i siebie na wyższy poziom świadomości. Przecież każdy z nas ma w sobie elementy, które wzbogacają również nasze wnętrze nawet jeśli na pierwszy rzut oka tego nie zauważamy.

To my sami jesteśmy w 100% odpowiedzialni za własny stan, nasze życie i los. Każdy uprawia własne pole i wyciąga dla siebie nauki a jeśli człowiek idzie przez życie na zasadzie - "troszkę posiedzę, troszkę podrzemię", nie uprawia swojego zagonu a jeszcze zazdrości innym bliźnim, którzy pracują w pocie czoła na pewno nie może liczyć, że Bóg ubierze go w dostojną szatę.

Ważnym elementem jest wybaczanie, zamiast bawić się w sędziów, w detektywów karmicznych szukających w poprzednich życiach naszych dzisiejszych nieszczęść lepiej będzie przez parę minut dziennie popracować nad sobą. Nie dopuścić do siebie kłamstwa, oszustwa, niechęci do innych.

Szkoda tracić czasu na rozwiązywanie problemów z poprzednich wcieleń, może nam zabraknąć życia a nasz czas jest krótki. Jezus pokazał nam bardziej doskonałą drogę - "przebacz bliźniemu swemu nawet 77 razy i więcej ... i kochaj go całym sercem jak siebie samego". Uwierzcie mi ten rebirthing jest bardziej skuteczny.

Jest jeszcze jedna kwestia i jakoś nie umieją jej zauważyć fachowcy od hipnozy i regresingu:

- Jezus wziął na siebie grzechy świata... cóż to znaczy?

Znaczy, że swoją krwią obmył i rozwiązał te wszystkie zaplątane nici naszego losu, których sami nigdy byśmy nie rozplątali o własnych siłach!!!

Pan Bóg swoje dzieci ubrał w piękne szaty: miłości, szacunku, wdzięczności. Boskie dzieci będą Go zawsze naśladować, jednoczą się w miłości i pokoju. Kiedy są duchowo czyści zawsze mogą liczyć na wszystkie Jego Łaski.


Świadomość doskonałości

Dużo ludzi pragnie być doskonałymi, ale to niestety jest bardzo trudne. Dopóki nie wyczyścimy własnego wnętrza z uprzedzeń, lęków, nie wprowadzimy z życie jasności, będziemy błąkać się w komnacie o dwoistym charakterze pomiędzy własnymi sprzecznymi myślami, często tak bardzo nierealnymi co nie pozwala zrobić ani jednego kroku w krainę prawdy. Kiedy człowiek zaczyna rozumieć, że nie tylko kwestia kochania samego siebie, ale również innych jest tak samo ważna (a może nawet ważniejsza) otwiera własne furtki do wyższych wymiarów. Nie osiągniemy doskonałości przez nękanie innych ludzi, co niektórzy uważają takie zachowanie za szkołę nauczania - doświadczania innych, utożsamiają to jako swoją specjalną misję. Swój paskudny charakter traktują jako lekcje duchowego rozwoju dla swoich ofiar. Lecz muszą wiedzieć, że to tylko ich nerwowy system nie radzi sobie z ich własnymi emocjami a oni sami są często tylko wampirami energetycznymi, szukającymi dla siebie energetycznego pożywienia. Zazwyczaj ich ofiary mają bardziej doskonałe pola niż oni sami, dlatego ich atakują. Czym więcej noszą w sobie negatywnej energii tym bardziej atakują światlejszych dusze.

Bez wewnętrznej ciszy trudno poszukiwać doskonałości, to tylko egoistyczne postrzeganie rzeczywistości. Śmieszne jest też roztrząsanie zawinionych karmicznych win: ty mi zrobiłeś wcześniej coś złego to teraz ja ci się muszę odpłacić tym samym... w ten sposób żaden człowiek nigdy nie wyszedłby z tego zaklętego karmicznego kręgu, w którym nie ma wybaczenia ... jeśli Bóg chce aby osoba była doświadczona ma na to swoje sposoby i nie musi do tego używać jako narzędzia - człowieka przeciwko drugiemu człowiekowi. To jest tylko wola człowieka, który niestety sam na własną rękę wymierza swoją sprawiedliwość. Epoka "oko za oko, ząb za ząb" już przeminęła, w Nowym Przymierzu mamy się wszyscy miłować!

Nastawianie człowieka przeciwko drugiemu jest sztuczką sił nieczystych, manipulacją do woli. Kto tak czyni musi szczerze zdać sobie z tego sprawę, że padł pastwą manipulacji negatywnych sił, stał się sługusem szatana.

Jeśli już tak bardzo chcemy naprawiać i karcić, zacznijmy od siebie. Mędrzec najczęściej wypowie swoje racje i będzie milczał, na pozwala się wciągać w niepotrzebne dyskusje, jego umysł jest już poza czasem i przestrzenią, nie kontroluje i nie ogranicza innych, pozwala iść każdemu swoją indywidualną drogą. Mędrzec wie, że jeden głupiec potrafi zniszczyć 1000 mędrców, ponieważ nigdy nie uszanuje słów mądrości i ma upodobanie w szyderstwie. Bóg błogosławi sprawiedliwych; i tak mędrzec odziedziczy chwałę a głupiec zostanie okryty hańbą.

Nasz świat ogranicza się do myśli, przestrzeni i czasu a my ludzie jesteśmy pojazdami przemieszczającymi się w danym czasie na jakiejś ziemskiej przestrzeni. Targają nami różne emocje, życiowe burze, przyciągamy różne okoliczności według prawa przyciągania. Pan Bóg nie wykreował ludzi dobrych i złych, to oni sami ukształtowali siebie według własnej woli poprzez własne myślenie i czyny.

Oto wielka prawda - na świecie większość kreacji pochodzi z umysłu człowieka. My ludzie powinniśmy mniej myśleć i narzucać a więcej obserwować. Myśleć sercem i umysłem to dwie różne szkoły. Strach, wątpliwość, nienawiść, to wytwór umysłu. Serce zagląda w głąb ciszy, zaczyna pogłębiać zrozumienie, dla niego wiele ziemskich akordów jest martwe. Dzisiejszy człowiek utracił zdolność patrzenia sercem. Świadomość płynąca ze świata i umysłu nigdy nie dorówna świadomości wypływającej z serca.

Większość ludzi na świecie jest w fazie samoświadomości, generuje silne ego. W tej samoświadomości zaczynamy widzieć same złe rzeczy, brak tu miłości do reszty życia.

Moc myśli jest największą potęgą na świecie. Uczucia większości z nas nie są prawdziwe, tylko dlatego, że większość ludzi coś udaje. Większość ludzi utraciła odczuwanie swojego serca.

Bóg stworzył czystego ducha z czystą świadomością, nic już tam nie trzeba było poprawiać, niczego nie brakowało, wszystko było osadzone we właściwym miejscu, ale człowiek poszedł innymi drogami i doskonale zamaskował w sobie boską świadomość. Po upływie czasu, doświadczeń, samowiedzy człowiek spojrzał na siebie i sam nie może uwierzyć, że odbiegł tak daleko od własnej doskonałości. Ci co to zauważyli rozpoczęli nowy marsz, ale już w przeciwną stronę, właśnie tych nazywamy przebudzonymi.

Poruszamy się w środku spirali, czym bardziej obracamy się w samoświadomość, znaczy nadal schodzimy w "dół", nie myślimy racjonalnie. Wielu z nas już się przebudziło i próbuje ponownie wrócić po spirali w "górę". Rozpoznają co jest prawdziwe i trwałe. Wychodzą poza własne myśli tworząc wokół siebie spokój, emanują dobrem.

W chwili przebudzenia człowiek zaczyna postrzegać w sobie kosmiczną spiralę, która wygląda jak kolorowa wirująca mandala z okiem w środku. Mandala wskazuje czy osoba już wspina się w górę czy nadal ma tendencję do schodzenia w "dół". Jednak już wkrótce los tego człowieka może przybrać inny kierunek. Kiedy mandala zamyka swoje oko, co przypomina zamykanie się przesłony w obiektywie znaczy; jeszcze stoimy w miejscu, nie jesteśmy wystarczająco gotowi, mamy blokowaną drogę. Kiedy zasłona rusza w drugą stronę zaczynamy wspinaczkę w górę. Jeszcze wielokrotnie zamknie się ta furtka i potrzyma nas trochę dłużej na wielu poziomach świadomości dopóki nie uporządkujemy swojego wnętrza.

W tym samym czasie w naszym życiu pojawia się więcej problemów, pytań, niespokojnych snów, mieszają się ze sobą różne symbole, światło i ciemność. Niektórzy wpadają w depresję. Tylko ci, którzy poddają się całkowicie nowemu przeznaczeniu przezwyciężają wszystkie opory i otwierają furtkę do następnego wymiaru. Na tej drodze przejdziemy wiele furtek, doświadczymy wielu znaków, nauczymy się języka światła, dźwięku. Musimy w oka mgnieniu określić, w którym miejscu jesteśmy, w ten sposób przedostajemy się do planetarnego mózgu. Czym bliżej niego tym bardziej budzą się w nas nowe wibracje i wnoszą w ciało fizyczne więcej światła.

Nasze myśli rodzą się w dwoistości, musimy wybierać między złem i dobrem. Powinniśmy dokonywać sami własnej oceny a nie kontrolować innych. Nie wolno zmieniać czyjegoś losu bez jego pozwolenia, to jest brudna manipulacja.

Świadomość jest otwarta na wszystko i wszystkich, ale aby wejść z powrotem do "góry" człowiek musi być pozbawiony uprzedzeń. Świadomość wspinającego się do "góry" akceptuje wszystko co jest teraz, jest bezwarunkową miłością, dzięki niej osoba staje się bogatsza, odrzuca strach, nie jest uzależniona od opinii innych ludzi. Dlatego jest tak ważne wyciszenie umysłu, który przebudza w kierunku świadomości.

Natura samoświadomości - sama nie może, ale ocenia wszystko co jest wokół niej. W ten sposób nie może przebudzić się do prawdziwej natury.

Utarło się, że oświecenie to 100% spokoju umysłu. To jest nonsens. Dopóki doświadczamy różnych zjawisk, sytuacji, emocji, nasz umysł nie może osiągnąć 100% spokoju w ziemskim życiu. Dopóki będziemy na Ziemi zawsze narażeni będziemy na życiowe wstrząsy i trudno nawet oświeconej osobie nie zareagować na niebezpieczeństwo czy fałsz. Taki umysł jest bardziej wyczulony na podobne zjawiska. Stan oświecenia to inne postrzeganie rzeczywistości; gdy umysł działa w "górę" widzi z "góry" wszystko lepiej, sprawniej. Po prostu wie i umie automatycznie rozwiązać wiele problemów.

Są oświeceni ludzie, którzy odłączają się od życia, idą w fazę jakby snu lecz pozostają jeszcze w ciele, zapadają w "duchową komę", potrafią spędzić tak wiele tygodni, miesięcy czy nawet lat. Jest to stan samadhi - polegający na głębokiej koncentracji niezakłóconej zewnętrznymi bodźcami. Samadhi nie polega na izolacji od świata, tylko na takim zjednoczeniu z nim, które wolne jest od lgnięcia do zjawisk (nie mylić ze stanem patologicznym spowodowanym urazami mózgu). Takie osoby są niczym filary światła potrzebne do utrzymania właściwej równowagi energetycznej Ziemi.

Aby umysł był w 100% ciszy należy wyłączyć wszystkie zmysły, a przede wszystkim myślenie a to jest raczej niemożliwe u osób aktywnych. Osoby oświecone przejmują wiele nowych ról, przybyły tutaj z określonym zadaniem, wcielają nowy plan, otwierają świat na coś nowego. Miewają chwile wyłączenia, zatrzymania się myśli, które mogą być krótsze lub dłuższe, ale zawsze "coś" budzi człowieka do życia. Wracają myśli aby mógł normalnie funkcjonować wcielając w życie zakodowany w sobie plan.

Doświadczam krótkich wyłączeń, kiedy jestem w ciszy, w czasie modlitwy lub podczas healingu. W skupieniu zaczynają się zacierać dźwięki: muzyka, cykanie zegarka, ustają zupełnie ... to znowu się pojawiają na zwolnionych obrotach i znowu milkną. Są chwile, że zupełnie przepadam, tak jakby ktoś mnie nagle wyłączył. Wpadam w stan - ni to sen, ni to jawa, kiedy wraca całkowita świadomość zastanawiam się co to było, gdzie wybyłam? Zatraca się czas, nie wiem czy to dzień czy noc i jak długo trwałam w tym stanie? Codziennie miewam krótkie spięcia w mózgu, jakby chwilowy brak prądu w żarówce, wówczas czuję w głowie małe szarpnięcia, wycina moją myśl, nie pamiętam co przed chwilą mówiłam, myślałam. Muszę odczekać parę sekund aby znowu zjednoczyć swoje myśli. Z reguły wraca pełna świadomość kiedy "coś" gwałtownie przywraca mnie do rzeczywistości. Nie ma w tym stanie uczucia strachu ani żadnej obawy.

Nie jest łatwo widzieć prawdę, nie jest łatwo osiągnąć duże rzeczy bez wysiłku, również nie jest łatwo wspinać się w "górę" na spirali świadomości. W tym przypadku ciężko jest podążać za samym sobą a co dopiero jeszcze kontrolować innych. Duchowy rozwój przewraca człowiekowi całe życie do góry nogami. Biegł w dół, czuł się z tym dobrze a tu nagle odwrót w przeciwnym kierunku, w dodatku następuje spotkanie z nieznaną dotąd mistyczną siłą. Dokonuje się w jednym czasie wiele zmian, wszystko się z sobą miesza: stare i nowe. Po krótszym lub dłuższym okresie dezorientacji zaczynamy usuwać to co stare, które już niczemu nie służy i porządkować nowe. W międzyczasie musimy obnażyć siebie aż do szpiku kości, wyrwać z siebie wszystko to co nie jest światłem. Zanim uwidocznią się nowe kształty doświadczymy nie jednego cierpienia.

Dużo ludzi uporczywie stara się kontrolować wszystko wokół siebie a nawet jest grupa, która sięgnęła jeszcze wyżej, kontroluje cały świat tym samym oddalając się od światła i miłości. Służą już tylko sobie, poświęcają każdą swoją chwilę na kontrolę i manipulację.

Zamiast kontrolować innych będzie lepiej jak ten czas poświęcimy na kontrolę własnych myśli. Znajdźmy te destruktywne, które nas niszczą i tworzą głębokie depresje, tendencje samobójcze. Wiele z nich wywoła w swoim czasie ciężkie psychiczne stany. Złe myśli budzą fałszywe odczucia, odblokowujemy urazy z przeszłości, które powinny być już dawno wyrzucone. W pustce i ciszy dostrzegamy radość, wolność, miłość, szczęście i nawet kiedy człowiek bywa przygnieciony cierpieniem potrafi normalnie funkcjonować i cieszyć się z drobiazgów.

Cierpienie - szansa na pogłębienie swojego stanu świadomości, wzlot do góry. Największa możliwość - most do przejścia do najgłębszych pokładów prawdy w szybkim marszu, opuszczenia miejsc ciemności i znalezienie światła. W świetle znajdziemy naszą wrodzoną mądrość i możliwość powrotu do doskonałości. W ciemności tracimy własną świadomość. To co głosimy, co czynimy, czy potrafimy ratować cudze życie czy jesteśmy dla niego zagrożeniem uwalnia się z naszej świadomości. Prawdziwe życie jest wieczne pomimo śmierci ciała. Po śmierci ciała pozostaje ta sama świadomość jaka była w chwili śmierci i podąża do swojego pola świadomości kosmicznej.

W czystej i cichej przestrzeni nie będzie lęku ani z powodu świadomości nadchodzącej śmierci ani w chwili przejścia na drugą stronę. Tylko przez krótki okres czasu dusza zadziwi się nowym stanem. Wszystko niby będzie tak samo a jednak od razu zauważy inność swojego otoczenia. Przez chwilę nawet zapyta: co to jest, co się ze mną wydarzyło? Nie od razu zda sobie sprawę, że już opuściła ciało i zmierza ku nowemu przeznaczeniu. Przeżyłam w tym życiu dwa razy śmierć kliniczną, za każdym razem towarzyszyło mi to samo odczucie.

Co by o nas ludziach nie powiedział, prawda jest jedna, nauczyciel nic nie może zrobić skoro uczeń nie chce go słuchać a bywa jeszcze gorzej, uczeń poucza nauczyciela. Ktoś kto budzi się na czystą świadomość uświadamia sobie wysiłki nauczyciela i słucha. Bywa, że często trudno mu zrozumieć jego słowa, ale nadchodzi czas, że świadomość ucznia budzi się, zaczyna być czujna i usuwa opory. Uczenie się jest pierwszym narzędziem do wszystkiego czego potrzebujemy.

Jaka szkoła w naszym życiu jest dla nas najważniejsza?

Osoby będące na etapie samoświadomości wymienią z pewnością kilka dobrze znanych światowych uniwersytetów. Mędrcy i osoby z wyższą świadomością powiedzą - nauczyć się bezwarunkowo kochać!!!

Wtedy dostrzegamy w mózgu potężną różnicę, większe zrozumienie dla bliźniego, znikają w nas elementy władzy i kontroli. Serce w wyniku niskich myśli staje się niezdolne do miłości. Złośliwy język wyjaławia i prawdę i serce. Nie jeden człowiek był mocny i zuchwały przed swoim upadkiem. Chwałę poprzedza upokorzenie, pokora i rozumne serce, które nabywa mądrości i umacnia się w Bogu.

"Serce człowieka obmyśla jego drogę
ale Pan Bóg kieruje jego krokami".

(Przyp. Sal. 16:9).

Zaczerpnij sił z własnego serca a pokonasz wszystko co trudne. W każdej ciężkiej chwili dostaniesz swoje koło ratunkowe, które zapewni ci bezpieczeństwo. Odkryjesz co to znaczy: służba ziemska i służba dla Boga.

Pamiętaj: prawość wypływa tylko z twojego wnętrza, kiedy umiesz być uczciwy wobec wszystkich Pan Bóg ubiera cię w tęczową szatę.

Przyjrzyj się swojemu życiu: czy nie masz nadmiernej tendencji do kontrolowania, osądzania innych, codziennych zdarzeń, trzymania wszystkiego na smyczy?

Zamiast kontrolować i wymuszać zastanów się jak znaleźć drogę odwrotu do prawdziwego twojego domu. Pierwsze posunięcie w tym kierunku zrobisz w chwili kiedy zwrócisz się po radę do swojego serca.

6 April 2010

WIESŁAWA