NASZE DOŚWIADCZENIA

DOŚWIADCZENIA I PRZEMYŚLENIA W ROKU 2016
(CZĘŚĆ 8)
LINK! DO CZĘŚCI 7
LINK! DO CZĘŚCI 9

Sztuczna symulacja - życie w Matrixie

Czy żyjemy w sztucznej symulacji? To pytanie zadaje coraz to więcej osób... ale jaka jest prawda? Prawda jest taka, że my możemy grać w gry wideo (np. Simsy), w których obserwujemy życie ludzi (wirtualnych postaci), ale owe postacie są całkowicie nieświadome swojej egzystencji i nigdy świadome jej nie będą (a przynajmniej na obecną chwilę)... my natomiast jesteśmy świadomymi istotami, ale nad nami również ktoś jest, tym kimś jest Bóg, On jest Stwórcą wszystkich rzeczy, nas również i poddając się Jego woli wykonujemy Jego plan jaki dla nas stworzył.

Gdy jesteśmy nieświadomi jesteśmy niczym we śnie, korzystamy z wolnej woli, bawimy się, tracimy czas... nie odkrywamy kim jesteśmy i czym jest rzeczywistość nas otaczająca... ale gdy się budzimy rozumiemy, że najoptymalniejszą drogą rozwoju jest droga naszykowana dla nas przez Boga... On jest naszym programistą i optymalnym rozwiązaniem... działając w zgodzie z Nim osiągamy najlepsze owoce/efekty.

Ludzie, którzy "śpią" znajdują się w Matrixie, ale nie zdają sobie z tego sprawy... "symulacja" tak mocno ich wciągnęła, że nie są w stanie widzieć, ani słyszeć... po prostu żyją niczym w hipnozie, żyją swoim codziennym życiem jakby nigdy nie miało się ono skończyć... ale co ciekawe niektórzy ludzie przed swoją śmiercią zaczynają się budzić, czują, że stracili bardzo dużo czasu na głupoty i ich życie było jedną wielką stratą czasu... i zaczynają myśleć, wiedzą, że niebawem odejdą z tego świata... i zadają pytania, czy tam po drugiej stronie coś jest, a jeżeli tak to jak to wygląda, czy Bóg naprawdę istnieje itd... ostatecznie następuje ich częściowe wybudzenie, ale przeważnie nie ma to już dla świata większego znaczenia, są zbyt starzy i zbyt schorowani, aby być jakąś większą zmianą... dlatego trzeba obudzić się teraz, nie można czekać, aż nas śmierć dopadnie bawiąc się w najlepsze... Bóg nas wzywa do działania, ale musimy wyjść z hipnozy, z naszej mentalnej symulacji i musimy wejść w symulację optymalną, czyli nasze kroki i działania muszą spojrzeć w kierunku Najwyższego Źródła, które jest Najwyższą Mądrością i najoptymalniejszą drogą naszego rozwoju i naszego wyjścia z niewiedzy (Matrixa)... więc obudź się ze swojej hipnozy, przestań uczestniczyć w tym cyrku szczęścia i smutku, dobrych wiadomości i złych, bądź ponad to, zobacz coś więcej, dostrzeż plan jaki Bóg ma dla ciebie, on istnieje i Bóg chce, abyś go realizował... wyjdź z niewoli, z więzienia własnego umysłu, otwórz się na Prawdę i Mądrość... rozbij kraty swojego zniewolenia... wyjdź na zewnątrz i zrób głęboki oddech... o tak... wolność jest wspaniała... ale co dalej... co mam robić?

Rób to co mówi ci twoje wnętrze... ono podpowiada... słuchaj... a będziesz wiedział co robić i jak robić... korzystaj ze swojej intuicji... popracuj nad swoją dietą, aby mocniej ją przebudzić... wtedy usłyszysz ją jeszcze wyraźniej... ona szepcze do ciebie... i robi to od czasu do czasu bardzo głośno... usłysz to... i pójdź za tym szeptem... on cię zaprowadzi do twojej osobistej wolności... a jak życie pozwoli to zabierzesz tam i innych ludzi... im więcej osób otworzy oczy i wyjdzie ze swojej osobistej hipnozy tym lepiej dla świata... więc budź się... i gdy już to nastąpi obudź i innych... niech i oni poznają Prawdę o życiu, o Bogu, o ścieżce do Źródła i o Wielkiej Miłości jaka na nich cały czas czeka, wystarczy otworzyć oczy i wyciągnąć swoją dłoń, aby Jej dosięgnąć, to takie proste... więc otwórz oczy... włącz swój rozum i aktywuj swoje serce... a zmiany w twoim postrzeganiu nastąpią... i to bardzo szybko... i będą to dobre zmiany o ile będziesz powierzony Duchowi Świętemu i Bogu... gdyż bez Mądrości nikt nigdy daleko nie zachodzi... (napisane 07.10.2016)


Jest wiele metod podwyższania swoich wibracji

Niektórzy będą modlić się na różańcu, inni będą recytować mantry, a jeszcze inni będą słuchać dużo duchowej muzyki czy czytać duchowe książki... i te wszystkie czynności są dobre o ile faktycznie czujesz, że rezonują z tobą podnosząc twoje wibracje (jeżeli tak nie jest to znajdź inną metodę wzrostu)... bo Bóg wie, że aby do Niego dojść potrzebujemy wypróbować wielu rzeczy i że nasza praca nie będzie szybka i przyjemna, ona będzie wymagać od nas czasu... i czasami będziemy musieli się natrudzić, aby osiągnąć jakieś konkretne rezultaty... bo nic co wartościowe nie przychodzi łatwo i szybko... niemniej jednak najważniejsze jest, aby coś robić, aby odnajdywać ten kontakt z Bogiem, aby się przed Nim nie zamykać... nasze serce i umysł muszą być na Niego nakierowane, niczym radar czy teleskop... Bóg pragnie kontaktu z nami... a my wewnętrznie pragniemy kontaktu z Nim... więc nie ograniczaj się do jednej metody, aby do Niego dojść... stosuj to co czujesz w swoim wnętrzu, aby się do Niego zbliżyć... korzystaj ze swojej intuicji, ona będzie ci podpowiadać za co powinieneś się wziąć, aby podwyższyć swoje wibracje... i nie zapominaj o kontemplacji... o czystym łączeniu się ze Stwórcą... myślę, że to najprawdopodobniej najlepsza metoda podwyższania naszych wibracji jaka istnieje... czyste zanurzenie się umysłem w Bogu... możesz również robić to w medytacji... przy okazji wypełniając się Jego Boską Energią... niech zmyje z ciebie wszystko co grzeszne, wszystko co niskowibracyjne... niech cię wypełni... i całkowicie obmyje... abyś stał się czysty niczym twoja prawdziwa zapomniana natura (napisane 13.10.2016).


Rozpoznanie kto jest kim

Aby prawidłowo rozpoznać kto jest kim (czy dana osoba jest światłym człowiekiem, czy jedynie tylko za takiego się podaje) należy osiągnąć pewien poziom duchowego rozwoju, w którym nasze serce i rozum będą połączone złotą nicią (będzie między nimi komunikacja). Musimy być silnie napełnieni duchową energią (Boskim Światłem), gdyż to owa energia jest tą, która dostarcza nam "Daru Rozpoznania" (inaczej można nazwać go "Darem Mądrości").

Jeżeli będziemy na zbyt niskim poziomie świadomości i będzie w nas za mało Boskiego Światła to możemy mieć problemy, aby za każdym razem trafnie ocenić prawdziwe intencje danej osoby... chociaż na ogół wiele osób, które mówią o duchowości mają dobre intencje, ale to co przekazują już nie koniecznie musi być w pełni w zgodzie z Prawdą... i na to trzeba mocno uważać... bo intencje to jedno a Czysta Prawda to drugie... jeżeli ktoś mówi z poziomu serca (a przynajmniej tak on uważa) i ma szczere intencje (co widać po tym jak mówi i z jaką pewnością wypowiada swoje słowa) to wcale nie oznacza to tego, że ta osoba będzie mówić w stu procentach tylko i wyłącznie Czystą Prawdę ("Prawdę Ostateczną")... równie dobrze może mówić wiele bzdur i wprowadzać ludzi w błąd (nie koniecznie będzie to wynikać z celowego działania - po prostu duchowy poziom tej osoby nie daje jej wyglądu w faktyczny stan rzeczy - najprawdopodobniej z powodu zbyt małej ilości duchowej mądrości [duchowego światła] jaka się w niej znajduje nie jest w stanie w pełni odróżnić Prawdy od kłamstwa i stąd wynika jej "krzywy" przekaz... intencje może mieć czyste, ale przekaz może być "krzywy" - dobre intencje to zdecydowanie za mało, musimy również być wypełnieni Boskim Światłem, bo to ono daje nam prawdziwy wgląd w Prawdę)... i dlatego trzeba dzień w dzień łączyć się z Bogiem, aby poprzez napełnianie się Boską Energią pogłębić w sobie "Dar Rozpoznania", aby była w nas ta Boska Mądrość, która będzie nam pozwalała na łatwe rozpoznanie kto jest kim i czy dana osoba mówi Czystą Prawdę, czy może jest tam też trochę kłamstwa (nie koniecznie mówionego świadomie).

Jeżeli mamy problem z rozpoznaniem jakiejś osoby (a z jakichś powodów jest nam to potrzebne) to postarajmy się dowiedzieć o niej jak najwięcej (z ogólnie dostępnych źródeł) i w ten sposób wyróbmy sobie o niej zdanie... zwracajmy uwagę na to co mówi, jak mówi, jakie ma intencje (chociaż dobre intencje to zdecydowanie za mało, aby uznać jakąś osobę za "Wysłannika Światła") i co najważniejsze zwracajmy uwagę na to jakie owoce przynosi... jeżeli są one dobre to taka osoba wprowadza na świat więcej Światła, a jeżeli jej owoce są złe to owe Światło niszczy, "przykrywa" je mrokiem.

Przypomnę tutaj słowa Jezusa, który powiedział: "Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców." (Mt, 7, 15-18)

Kto miłuje Pana z głębi swojego serca ten umie rozpoznać Prawdę... bo jak to Jezus mówił: "Każdy, kto z prawdy pochodzi, słucha głosu mego"... więc słuchaj Prawdy jaka do ciebie przychodzi... nadstaw swoje uszy, otwórz swoje serce i aktywuj swój umysł... pozwól Prawdzie płynącej z głębokiego kosmosu cię wypełnić... niech Boskie Światło da ci "Dar Rozpoznania", abyś nie chodził w ciemności, abyś nie dał się nabrać na fałszywą wiedzę od ludzi, którzy z Prawdy nie pochodzą i Jej do końca nie rozpoznają. Łączmy się z Duchem Świętym, z Energią Mądrości... i niech ona zasiądzie na naszej głowie, niech ją wypełni i niech w niej zamieszka na stałe - to nam da rozpoznanie, jakie się nam bardzo przyda na naszej ziemskiej drodze, która jest wypełniona wieloma przeszkodami, które z Boską Mądrością jesteśmy wstanie ominąć (napisane 14.10.2016).


Medytacja "Słup Światła" oraz "Fontanna"

W pierwszej kolejności siadamy do medytacji (staramy się mieć plecy prosto - można ewentualnie również robić ową medytację na leżąco, ale zdecydowanie zalecam zacząć od pozycji siedzącej), następnie wyciszamy się przez kilka minut (staramy się pogłębić stan medytacyjny) - możemy skupiać się w tym czasie na oddechu (zdecydowanie polecam; wdychamy powietrze przez nos, a wydychamy przez usta, możemy również robić krótką pauzę po wdechu i po wydechu), możemy obserwować swoje myśli (bez naszej jakiejkolwiek ingerencji; osobiście uważam to za trochę gorszą technikę pogłębiania medytacji niż skupianie się na oddechu) lub np. wyobrażamy sobie, że schodzimy po schodach w dół, aby pogłębić stan medytacyjny dochodząc ostatecznie do drzwi, przez które przechodzimy do np. parku lub naszego specjalnego miejsca medytacyjnego (należy ową metodę pogłębienia medytacji robić powoli, a nie raz dwa i już) - jest to wyjątkowa dobra technika pogłębiania stanu medytacyjnego, ale czy najlepsza w tym przypadku? Sam musisz zdecydować, która technika najlepiej ci pasuje i najlepiej wprowadza cię w głębszy stan medytacyjny - możesz również użyć jakiejś własnej / innej techniki.

Gdy już się wyciszymy i będziemy w głębszym stanie medytacyjnym wyobrażamy sobie, że znajdujemy się na np. łące (wybierz sam, gdzie chcesz się znajdować, ewentualnie może ci się to samo ukazać) i że siedzimy w szerokim słupie światła, który wypełnia do pewnego stopnia przestrzeń wokół nas oraz spływa na nas. Następnie wyobrażamy sobie, że gdy robimy wdech przez nos wdychamy owe światło, a gdy robimy wydech wydychamy negatywną energię jaka się w nas znajduje (oczyszczamy się w ten sposób z naszego wewnętrznego brudu / zanieczyszczenia). Robimy owych wdechów i wydechów dowolną ilość, według własnego uznania / potrzeby.

Gdy opanujemy medytację "Słup Światła" (możemy ją stosować regularnie przez np. kilka tygodni / miesięcy - według własnego uznania) możemy połączyć ją do pewnego stopnia z medytacją "Fontanna", która polega na tym, że gdy już znajdujemy się w głębszym stanie medytacyjnym i również znajdujemy się w słupie światła wyobrażamy sobie, że wdychamy owe światło przez nos, ale w tym przypadku wyobrażamy sobie jak podnosi się energia (koloru białego lub złotego - na początek zalecam stosować kolor biały / kolor ewidentnie oczyszczający) od pierwszej czakry wzdłuż kręgosłupa - podnosi się ona tylko i wyłącznie gdy robimy wdech, a gdy robimy wydech stoi ona w miejscu... następnie robimy kolejny wdech i znowu idzie ona troszkę wyżej (pełny przepływ energii wzdłuż kręgosłupa do 7 czakry powinien zająć nam minimum kilka wdechów [od 3 do 6], nie należy robić tego zbyt szybko, to nie wyścigi). Gdy dojdziemy do czubka głowy wyobrażamy sobie jak owa energia wytryskuje w górę niczym fontanna i owa energia następnie spada na nas obmywając naszą aurę... następnie powtarzamy cały cykl od nowa. Robimy takich cykli dowolną ilość, według własnego uznania / potrzeby.

Stosowałem obie te medytacje przez dłuższy czas i uważam je za wyjątkowo dobre i mi osobiście sporo pomogły w moim duchowym rozwoju (przede wszystkim w usunięciu wielu energetycznych blokad i poprawie przepływu energii). Medytację "Fontanna" stosowałem również w pozycji leżącej - czasem, aby wprowadzić się w głębszy stan medytacyjny wyobrażałem sobie, że jestem ciężki niczym kamień - podczas tej techniki należy skupić się na każdej części ciała z osobna, na ręce, nodze... i gdy będziemy czuli, że jesteśmy ciężcy powinniśmy również odczuwać, że weszliśmy w głębszy stan odprężenia / medytacji... ale jak pisałem wcześniej, sami musimy wybrać co będzie najlepsze dla nas... to co jest dobre dla mnie nie koniecznie będzie dobre dla ciebie, warto o tym pamiętać.

Dodam jeszcze, że nie należy lekceważyć wprowadzania się w stan głębszej medytacji, należy go przeprowadzić solidnie, gdyż od niego będzie zależeć jak skuteczna będzie cała medytacja, jeżeli zrobimy to szybko i niechlujnie możemy nie być w stanie dotrzeć do naszego "energetycznego poziomu"... a jeżeli tam nie dotrzemy to nie będziemy w stanie się odpowiednio oczyścić... dlatego warto się do początkowej fazy medytacji przyłożyć, ja tak robiłem i dzięki temu miałem dobre rezultaty moich medytacji (napisane 19.10.2016).


Prawo przyciągania

Wiele się mówi o "prawie przyciągania", o przyciąganiu do siebie bogactwa i wszelkiego dobrobytu. Aby owo bogactwo do siebie przyciągnąć należy wyobrazić sobie, że już w tej chwili owe bogactwo posiadamy... i co najważniejsze należy skupić się przede wszystkim na naszym stanie emocjonalnym (a nie na pozytywnym myśleniu jak wiele osób twierdzi), musimy wewnętrznie czuć radość z faktu, że już w tej chwili owe bogactwo jest w naszym posiadaniu... ale jest jedno ale... czy aby na pewno tędy wiedzie droga do Boga? Czy próby przyciągnięcia do siebie bogactwa poprzez medytację to jest to na co powinniśmy poświęcać swój czas? Wiadomo, że jeżeli nasza finansowa sytuacja jest kiepska to tych pieniędzy przydałoby się więcej (i należy podjąć jakieś kroki, aby tak się stało, bo Bóg nie chce, abyśmy byli "biernymi narzekaczami" na swój los, trzeba działać, a nie narzekać), ale czy zdajesz sobie sprawę z faktu, że Bóg jest wszelkim "bogactwem" jakiego potrzebujesz? Bóg jest ostatecznym Światłem, z którego wszelka dobroć i harmonia pochodzi.

Nie musimy sobie wyobrażać, że owe bogactwo posiadamy i starać się w ten sposób je do siebie przyciągnąć, wystarczy, że pogadamy z Bogiem o swoim losie, o swojej karmie, o swoich trudach życiowych... Bóg jest najinteligentniejszą istotą we Wszechświecie, On jest w stanie zrozumieć każdy twój problem, jest w stanie otworzyć przed tobą każde drzwi (nawet te prowadzące do poprawy twojej sytuacji finansowej o ile jest to zgodne z twoją karmą), nie obawiaj się Mu zaufać... możesz Mu się wyspowiadać ze wszystkich swoich grzechów czy trudów życiowych... On wysłucha twoje problemy i nasączy cię subtelną energią, która podsunie ci rozwiązanie jak z nich wyjść (dlatego Bóg jest rozwiązaniem wszystkich twoich problemów - Bóg jest takim "centrum logistycznym" do którego należy się udać, aby otrzymać pomoc... i jeżeli twoja karma na to pozwoli to taka pomoc będzie udzielona).

Korzystając z "prawa przyciągania" w nadmierny sposób (poprzez usilne medytacje kreowania swojej rzeczywistości) tworzymy sobie tylko karmę, którą będziemy musieli w przyszłości przerobić (oczyścić)... gdybyśmy nie zasiali tego niepotrzebnego ziarna to moglibyśmy się mocniej skupić na naszym odgórnie zapisanym przeznaczeniu i lepiej je wypełnić... co więcej kreując rzeczywistość wypaczamy swoje przeznaczenie tworząc sobie inny los niż mieliśmy to początkowo zapisane (nasz los już nie będzie tak optymalny jak był na samym początku)... więc zastanów się czy warto poświęcać swój czas na tzw. "prawo przyciągania", czy może lepiej skupić się w tym czasie na Bogu, zatopić się w Jego Miłości i w niej trwać... czy Boska Miłość nie jest bardziej wartościowa, niż nasze mizerne próby kreowania swojej rzeczywistości?

Nie wypaczaj swojego przeznaczenia niepotrzebnymi kreacjami... skup się jedynie na tym, aby wola Boga się wypełniła względem twojego życia... Bóg wie najlepiej jak powinieneś swoje życie przeżyć... a jeżeli uzna, że coś jest ci potrzebne to przecież ci to ofiaruje... zostanie to przyciągnięte do twojego życia bez jakiegokolwiek wysiłku z twojej strony, gdyż twoje przeznaczenie już jest zapisane i ono samo z siebie będzie się wypełniać (o ile nie będziesz mu w tym przeszkadzać)... po prostu skup się na Bogu, otwórz się na Boskie Światło, bądź dobrym człowiekiem i staraj się iść przez życie będąc stale zjednoczonym ze Stwórcą... to sprawi, że twoje życie znacznie szybciej osiągnie balans (harmonię), niż jakbyś starał się robić to metodami, które nie koniecznie pomogą ci w wypełnieniu twojego odgórnie zapisanego przeznaczenia (napisane 21.10.2016).


Ludzie "Wybrani" i komunikacja z Bogiem

Aby czynić dobro nie musisz posiadać odpowiedniej grupy krwi czy konkretnej numerologicznej wibracji urodzenia! Nie daj sobie wmówić, że jesteś gorszy, bo twoja grupa krwi nie jest "tą odpowiednią" lub że urodziłeś się "nie tego dnia co trzeba", aby być "wybranym" / "lepszym". Każdy z nas może czynić dobro niezależnie od tego, którego dnia się urodził! Każdy z nas może poprzez jednoczenie się z Bogiem dosięgnąć Jego darów i skarbów! Nie czuj się gorszy od innych, bo Bóg wcale nie widzi ciebie w ten sposób! Ludzie czasami brutalnie oceniają innych i sprawiają, że inni czują się gorsi, miej warci... ale nawet jeżeli ktoś posiada odpowiednią grupę krwi i ma interesującą datę urodzenia to nie oznacza to tego, że jego życie zakończy się sukcesem... może również taka osoba pójść na negatywny biegun i w ten sposób nie wypełni ona celów swojego życia... nic nie jest do końca pewne, gdy chodzi o wypełnianie swojego odgórnie zapisanego przeznaczenia... nie każdy "szlachetnie" urodzony będzie chciał służyć Bogu i za Nim podążać.

Jezus mówił wyraźnie: "Po owocach ich poznacie", a nie po czymkolwiek innym... więc po prostu czyń dobro, łącz się z Bogiem a pewnego dnia, gdy spalisz swoją karmę ujrzysz Wielkie Światło, które rozświetli twoją istotę... bo każdy z nas może dostąpić zjednoczenia z Bogiem... jedynie my musimy tego chcieć i dążyć do tego... więc do roboty... siej ziarno mądrości, niech ludzie otwierają oczy... i nie przejmuj się tym co mówią inni... niektórzy po prostu chcą być tymi "lepszymi", "bardziej duchowymi", "wybranymi"... ale to tylko słowa, to tylko wywyższanie się, to tylko ludzkie EGO. Jeżeli nie wiesz kto jest kim to patrz jakie owoce owa osoba przynosi, jeżeli sieje ona dobro to jest od Boga, a jeżeli sieje ona zamęt i manipulacje to jest od szatana... i nie daj sobie wmówić, że jesteś gorzej urodzony... wszyscy jesteśmy dziećmi Boga, a Bóg nigdy o swoich dzieciach nie zapomina i kocha je w równym stopniu!

Pamiętaj również o tym, że każdy z nas ma swoją indywidualną karmę... jedni będą mieli w życiu lżej w pewnych kwestiach, a inni będą mieli ciężej... życie każdego z nas jest inne i mamy swoje osobiste karmiczne lekcje do przerobienia... więc po prostu staraj się w życiu te lekcje dobrze przerobić, nie daj sobą manipulować i pamiętaj o Bogu jako o swoim najlepszym przyjacielu... daj Mu się poprowadzić... On zna drogę, którą powinieneś pójść... dzięki Jego przewodnictwu oczyścisz swoje życie i wzrośniesz ponad miarę... osiągniesz swój nowy ewolucyjny poziom. Bóg cię kocha i nigdy o tym nie zapominaj... jesteś dla Niego wyjątkowo ważny i nie ma znaczenia czy w to wierzysz czy nie, tak po prostu jest!

Bóg zawsze chce ci pomóc, zawsze chce podpowiedzieć ci co powinieneś zrobić, gdy znajdujesz się w ciężkiej sytuacji... i On to robi... po prostu wsłuchaj się w Jego głos... to są takie ciche podpowiedzi... ledwo słyszalne, ale jednak one występują... po prostu nadstaw uszy... i ustaw swoje zmysły na ich odbiór... i pewnego dnia usłyszysz te podpowiedzi wyraźnie... nie koniecznie będą one w formie słów... to jest inny język... to język Stwórcy... i jest to język bardzo subtelny... spodziewaliśmy się, że Jego podpowiedzi będą inaczej wyglądały, ale one wyglądają tak jak wyglądać powinny... są niczym subtelna myśl, subtelny powiew wiatru... zapach kwiatów na łące... i wiedza, że wszystko będzie dobrze... że zmierzamy w dobrym kierunku.

I gdy przyjdzie ten wyjątkowy moment komunikacji ze Stwórcą zaobserwuj czy słyszysz w sobie Jego subtelny głos. Wsłuchaj się dobrze w swoje wnętrze... i gdy już go usłyszysz to czy Bogu odpowiesz? A może będziesz trwać w ciszy delektując się tą chwilą? Co zrobisz? Bóg do ciebie przemawia... więc skup się... i postaraj się Go wyraźnie usłyszeć... i po chwili odczujesz, jak rozlewa się w okolicy twojej czakry serca pozytywna energia, jest ona bardzo subtelna i delikatna... twoja czakra korony również zaczyna szybciej wibrować... ona też jest napełniana subtelną energią... ta energia pochodzi od Stwórcy... to taki pierwszy krok w waszej międzywymiarowej komunikacji, taki bezinteresowny prezent... i owa energia wypełnia nas szczęściem... nasze wnętrze napełnia się wiedzą i spokojem... a nasze serce zaczyna promieniować prawdziwą radością... gdyż zdajemy sobie sprawę, że to sam Stwórca do nas przemawia w swój indywidualny subtelny sposób... a my to dostrzegamy i doceniamy... jesteśmy wdzięczni, że uczestniczymy w tej świętej komunikacji z Najwyższym Źródłem (napisane 25.10.2016).


Skup się na podstawach i nie "przedawkuj" rozwoju duchowego

Wiele osób zbyt mocno wchodzi w ezoterykę i tematy duchowe zapominając, że mogą w ogóle nie być gotowi na pewne informacje czy praktyki (nie należy praktykować rzeczy, których nie rozumiemy lub które mogą być potencjalnie niebezpieczne z tych czy innych przyczyn). Już pomijam fakt, że nie wszystko co jest napisane w internecie o rozwoju duchowym jest prawdą. Również trzeba wiedzieć, że mocniej zaawansowana duchowa wiedza jest nam w większości przypadków po prostu kompletnie do niczego niepotrzebna! - oczywiście jest i taka, która się nam przyda (i pochodzi z "prawdziwego źródła" - nie ma w niej fałszu), ale nie zamęczajmy swojej głowy nadmiarem wiedzy, Bóg nie oczekuje od nas tego, abyśmy wiedzieli wszystko o czakrach czy o Kundalini - dobrze jest znać podstawy tej wiedzy, ale jeżeli czujemy, że więcej nam nie jest do szczęścia i rozwoju naszej świadomości potrzebne to poprzestańmy na tym co już sobie przyswoiliśmy - w swoim czasie zawsze możemy do tej tematyki wrócić i mocniej zgłębić temat, ale zróbmy to tylko i wyłącznie wtedy, kiedy będziemy wewnętrznie przyciągani przez tą wiedzę - robienie tego na siłę (gdy nie jesteśmy na ową wiedzę gotowi) może nam zaszkodzić (powodując mętlik w naszej głowie) lub po prostu nie będziemy w stanie w żaden sposób wykorzystać tej wiedzy w praktyczny sposób... a po co nam taka niepraktyczna wiedza w naszej głowie?

Wiele osób dopiero co zaczyna swoją podróż z duchowością, ale często rzucają się na tematy, które bardziej im szkodzą niż pomagają (ich niska świadomość nie jest w stanie rozpoznać co jest prawdą a co fałszem, co przekłada się w późniejszym czasie na pewne wypaczenia w ich świadomości / fałszywe przekonania)... a później takie osoby odchodzą od zmysłów, bo praktykują rzeczy, które nie są odpowiednie do ich poziomu rozwoju (lub owe praktyki są po prostu niewłaściwe / szkodliwe)... takie osoby mogą mieć dobre intencje, ale ich poziom świadomości i ogólnego zrozumienia może być zbyt niski, aby pójść w pełni "czystą" (bezpieczną) drogą... możliwe również, że nie słuchają dobrych rad innych osób oraz swojej intuicji... same chcą osiągnąć pewne "wyżyny duchowe" i to w szybkim tempie i z tego powodu nabawiają się "pomieszania" własnych pól - często też takie osoby nie posiadają silnego połączenia z Bogiem... bo gdyby go posiadały to byłyby na tyle mądre, aby w pewne obszary nie wchodzić lub zostawić je na później (mimo to zawsze jest możliwe wybranie złej ścieżki, ale przy silnym połączeniu z Bogiem szybko powinniśmy się zorientować, że idziemy w niewłaściwym kierunku). Droga do Boga jest długa i ciężka, a nie każdemu chce się swój życiowy krzyż nieść i to przez długi czas (spalanie swojej karmy to proces na całe lata, a nawet i na całe życie... niekiedy nawet i na kilka wcieleń - ilość posiadanej karmy to sprawa indywidualna)... droga prosta i wygodna jest czasami zbyt kusząca co dla niektórych (a przynajmniej "wizja" bardzo szybkiego wzrostu)... ale nie możemy uciekać od swoich obowiązków życiowych i celów wyznaczonych na to życie, jeżeli będziemy tak robić to znaczy, że nie rozumiemy życia i tego jak należy postępować, aby realnie, solidnie, trwale i bez wypaczeń wzrastać. Nie da się pewnych "etapów karmicznych" przejść szybko, choćbyśmy nie wiem jak się starali - dodatkowo próby przeskoczenia pewnych lekcji też nam nie wyjdą na dobre - życie jest bardziej złożone i trzeba je dobrze zrozumieć zanim podejmiemy jakieś mocniejsze kroki, aby je zmienić.

Prawdziwe długoletnie spalanie naszej karmy daje realną wolność, a nie np. kilkukrotne "pomachanie" wahadełkiem w celu oczyszczenia jakiegoś problemu - to tak nie działa - niektórzy myślą, że jak komuś zapłacą to on oczyści ich karmę, no cóż, naiwni ludzie istnieli i istnieć będą, ale wiedz jedno, że bez pracy nie ma kołaczy, jak jej sam nie spalisz to nikt za ciebie tego nie zrobi, to twoja karma i twoja odpowiedzialność, aby się nią zająć jak należy - wiadomo, że mogą być ludzie, którzy nam w tym pomogą, ale nie licz na to, że zrobią za ciebie 100% twojej roboty i ominie cię praca... i bądź również czujny, czy ci co tobie pomagają nie pobierają stale od ciebie jakichś pieniędzy za ową pomoc (chodzi tutaj bardziej o kwoty wyższego kalibru)... bo może tylko jesteś wykorzystywany i mamiony, że pomoc jest udzielana, a prawda jest taka, że po prostu jesteś robiony w konia i zasilasz swoimi pieniędzmi osobę, której zasilać nie powinieneś - przemyśl to, czy nie jesteś właśnie w takiej sytuacji... niektórzy ludzie są w stanie poprzez siłę sugestii wmówić innym co tylko zechcą (np. że ich czakry pracują źle, chociaż oni wcale ich nie widzą, albo, że opętał ich demon, albo i cała ich masa, chociaż również nie są w stanie tego zobaczyć, bo są na zbyt niskim poziomie rozwoju - ale oczywiście będą wmawiać tym ludziom, że oni to "wyczuwają" i że jest to prawdą), a później naiwni ludzie im płacą za niby "pomoc", a tak naprawdę są oni ofiarami tych "pomagaczy" i są drenowani z pieniędzy (często takie drenowanie może trwać latami) - trzeba uważać na "duchowych" oszustów, którzy powodują więcej szkody niż pożytku.

Wszystko trzeba robić z głową i tak samo jest z naszym rozwojem duchowym. Należy zacząć od absolutnych podstaw... a podstawą jest prostota. Jeżeli nie wiesz jak zacząć to po prostu każdego dnia powierzaj się Bogu, proś Go o mądrość, o to abyś wiedział co robić i jak robić, abyś się nie pogubił w natłoku różnych (czasem sprzecznych ze sobą) informacji jakie możemy znaleźć w internecie czy w książkach o duchowości. Uważaj, aby nie "przedawkować" rozwoju duchowego, bo od tego może nam się jedynie pomieszać w głowie, a tego byśmy nie chcieli... więc pamiętaj, jak nie wiesz co robić to skup się na podstawach, czyli skup swój umysł i serce na Bogu - to całkowicie bezpieczna droga (i wyjątkowo owocna), nie musisz nadmiernie kombinować i dumać nad duchowością, nad czakrami i tym podobnymi sprawami... Bóg nie każe ci wszystkiego rozumieć / wiedzieć... po prostu pozwól Boskiej Mądrości się w ciebie wlewać każdego dnia, a wyższa wiedza przyjdzie z czasem (nie koniecznie szybko) i pewnego dnia otworzy się w tobie nowe zrozumienie... ale niczego nie popędzaj "niepewnymi" praktykami (np. siłowym wznoszeniem Kundalini czy niewłaściwą pracą przy swoich czakrach), bo możesz zrobić sobie z tego faktu więcej szkody niż pożytku! Jeżeli nie jesteś w pełni przekonany co do jakiejś praktyki to lepiej jej nie wykonuj lub dowiedz się o niej jak najwięcej (i to z wielu źródeł) i wtedy ją ewentualnie zastosuj o ile uznasz, że tak powinieneś zrobić.

Pozwól swojej istocie w naturalny sposób rozkwitnąć (np. poprzez wypełnianie się Boską Energią), nie przyśpieszaj tego procesu wzrostu praktykami co do których nie masz przekonania (skup się na tym co pewne), bo nigdy nie ujrzysz rozkwitniętej róży, gdy będziesz na siłę (jak najszybciej) próbować ją rozpostrzeć, gdy ta jeszcze śpi (nie jest gotowa na rozkwit) (napisane 31.10.2016).


Powierz się Bogu z ufnością dziecka

Powierz się Bogu z ufnością dziecka, bez strachu, bez wątpienia... po prostu bądź szczery, prawdziwy, bez fałszu w sercu... Bóg dostrzega naszą szczerość lub jej brak... widzi i zna nasze serce... widzi jego stan obecny, czy jest czyste, czy brudne... ale nie martw się... grzechy można oczyścić... ale od czegoś trzeba zacząć... tym czymś jest szczere powierzenie się Bogu... i gdy już to zrobimy rozpocznie się nasza droga do Niego, nasza droga do nowego lepszego życia... do życia, które będzie czyste, w którym nie będziemy już grzeszyć, w którym nie będziemy zanieczyszczać własnego serca... po prostu nie będziemy mieli ochoty brudzić się grzechem czy niewłaściwym działaniem... byłoby to dla nas nieoptymalne, szkodliwe, degradujące naszą dusze... nie będziemy już czuli się dobrze, gdy kogoś skrzywdzimy, zrobiłoby to na naszej duszy brudną plamę, której nie chcemy (a byłaby ona obecnie dobrze odczuwalna) - są ludzie, którym krzywdzenie innych sprawia radość, jest to przerażające i te osoby są głęboko nieświadome swojego nędznego stanu duchowego (one w ogóle nie zawracają sobie tym zagadnieniem głowy), ale miejmy nadzieję, że kiedyś przejrzą na oczy i zmienią swoje postępowanie... my natomiast od teraz pragniemy żyć w czystości serca i nieść płomień prawdy i oświecenia... chcemy, aby i inni doświadczyli pozytywnego stanu, w którym człowiek się znajduje, gdy jest powierzony Bogu... więc nie lękaj się wyznać Mu swoich grzechów, swoich obaw... po prostu to zrób, w ciszy, w skupieniu, w pełnej szczerości, z pokłonem w Jego kierunku... nie bój się przed Nim uniżyć... On jest Panem i Zbawicielem... i to On poprzez swoją Miłość może cię zbawić, pomóc tobie w trudnych chwilach... ale warunek jest jeden, przestań krzywdzić innych... i jak sam zaczniesz iść właściwą drogą to wszystko inne samo zacznie wskakiwać na swoje miejsce... dobro odmieni twoje życie, tylko miej tą mądrość jak należy postępować, co należy robić, aby transformacja się faktycznie dokonywała... aby ciężkie sytuacje jakie się w twoim życiu znajdowały powoli wygasały... Bóg jest rozwiązaniem wszystkich twoich problemów, pamiętaj o tym... powierzając się Jemu pomagamy sobie w rozwiązaniu naszych życiowych zmartwień, gdyż Jego Mądrość nas oświeca i wskazuje nam kierunek, w którym powinniśmy iść (napisane 11.11.2016).


Anioł mnie leczy

12.11.2016 około 5:00-6:30 miałem sen, w którym jakaś negatywna postać "dźgnęła" mnie czymś w mój lewy bok (było tam z tego faktu sporo "czarnej" energii)... poczułem się źle z powodu tego "dźgnięcia" i upadłem na Ziemię... gdy się obudziłem wiedziałem, że był to demoniczny atak... po pewnej chwili ponownie poszedłem spać i miałem za jakiś czas sen, w którym widziałem w nim anioła z dużymi rozpostartymi skrzydłami stojącego obok mojego łóżka, który pomoczył w jakiejś miksturze jakiś "wacik", który przyłożył do miejsca, w które zostałem "dźgnięty" (ja mu owo miejsce pokazywałem palcem, widziałem też w tym miejscu jakby "podrapania")... po pewnym czasie takiego "healingu" w pewnym sensie było pokazane, że owe "złe" energie są neutralizowane i że większość z nich przestało istnieć.


Oświeconym być

Ktoś kto dozna oświecenia już żyje spokojnie, nie robi całego tego wysiłku, aby się oświeconym stać... on już oświeconym jest i króluje w nim spokój. Ludzie często robią nadmierny wysiłek, aby osiągnąć oświecenie, a tak naprawdę nie ma takiej potrzeby... nadmierne zamęczanie się różnymi duchowymi praktykami nie koniecznie da ci oświecenie... za to odpowiedni wypoczynek połączony ze zrozumieniem życia może ci owo oświecenie dać. To wtedy, gdy wszystko odpuszczamy odnajdujemy upragniony spokój, a nie gdy nadmiernie walczymy, aby ten spokój w nas zagościł. Odpuść wojowanie, skup się na odpuszczeniu, na odjęciu czegoś ze swojego życia... wtedy spokój pojawi się spontanicznie, bez żadnego wysiłku, po prostu się pojawi i jak będziesz miał odpowiednio dużo "szczęścia" (zrozumienia życia) to już on w twoim życiu zostanie na stałe.

Również ludzie muszą wiedzieć to, że do oświecenia dochodzi się latami... przeważnie nie następuje to szybko, jest to z reguły długi proces (pomijając pewne "cudowne" przypadki)... dlatego należy się uzbroić w cierpliwość i realizować swoje odgórnie zapisane przeznaczenie... należy iść małymi kroczkami do przodu... i być w tym konsekwentny... należy również być od czasu do czasu elastyczny... ale może być i czas, że powinniśmy być sztywni i wyjątkowo rygorystycznie się pewnych schematów trzymać... musisz sam wyczuć co będzie dla ciebie dobre na daną chwilę, na dany okres twojego życia... musisz się umieć odnaleźć w tej grze zwanej życiem i użyć odpowiednich narzędzi, aby optymalnie przez ową grę przejść wypełniając wszelkie potrzebne zadania i misje... i nie walcz z rzeczywistością, bo ta tylko kopnie cię w zęby... postaraj się ją zrozumieć, wtedy bez większego problemu przejdziesz to co dla innych byłoby bardzo trudne i bolesne... ludzie na ogół za dużo myślą, a za mało robią... a jak wiemy bez pracy nie ma kołaczy... trzeba coś robić, aby coś osiągnąć... ale z drugiej strony nie robienie niczego też może być drogą do sukcesu... o ile dobrze zrozumiemy czym jest "robienie niczego"... chodzi mi tutaj o trwanie w pustce i o nie przywiązywanie się do rzeczy materialnych... o nie trzymanie swoimi rękami kurczowo materii... bo materia dzisiaj jest, a jutro jej nie ma (w sensie, że dzisiaj posiadasz jakąś rzecz, która daje ci szczęście, ale jutro możesz już jej nie mieć)... wszystko jest zmienne i jest w ruchu... nie należy uzależniać naszego szczęścia od dóbr materialnych... dzień dniowi nie równy... więc zrelaksuj się... rób swoje... i umiej cieszyć się życiem, drobnymi chwilami odpoczynku... umiej prawidłowo przejść przez życiowe trudy... i jak zrozumiesz życie zobaczysz, że owe trudy nie są wcale takie straszne jak początkowo się mieniły... po prostu zrozum życie... i odpocznij... życie już samo popłynie we właściwym kierunku... ty tylko od czasu do czasu machnij wiosłem, abyś nie uderzył w skały... trzeba być czujnym, nie śpij... ale też nie zamęczaj się byciem w chwili teraźniejszej... po prostu puść to wszystko wolno... pozwól się rzeczywistości swobodnie objawiać... niech to wszystko płynie... i niech się dzieje co ma się dziać.

I również nie zamęczaj głowy nadmiernymi dyskusjami o duchowości... od tego może tylko głowa nam spuchnąć... bo co za dużo to nie zdrowo... duchowość to dobre serce, to czysta egzystencja, to pozytywne nastawienie do życia... duchowość jest w nas, nie w książkach... chociaż te mogą nas otworzyć na głębsze prawdy, ale ich nadmiar może nam zaszkodzić... odnajdź swoją duchową cząstkę i podlej ją Boskim Nektarem Zrozumienia... niech nasze wnętrze rozkwitnie... i niech w przyszłości wyda sowity plon, aby nam wszystkim żyło się lepiej i abyśmy nie musieli już tyle cierpieć... bo czasami sam fakt zmiany naszego myślenia może znacząco zmniejszyć nasz poziom cierpienia... rzeczywistość się nie zmieniła... ale nasze wnętrze tak... więc oczyść swoje wnętrze, wyrzuć z niego to co zbędne... a w ten sposób zrobisz miejsce na coś nowego... na coś co może w tobie zamieszkać... a tym czymś może być inspiracja, pozytywne myślenie, lekkość... więc bądź lekki... i nie zamartwiaj się życiem... bo zamartwianie się wiele nam nie da... i może być dla nas mocno toksyczne szczególnie, gdy przestajemy panować nad owym zamartwianiem się... postaraj się wprowadzić w swoje życie trochę lekkości, trochę powiewu wiatru... pozwól życiu płynąć w zgodzie z jego naturalnym rytmem, a twoje życie nabierze odpowiednich kolorów (napisane 12.11.2016).

PS. W powyższym tekście mówię o pewnym poziomie oświecenia, czymś na zasadzie wyższego zrozumienia, które daje nam wolność, nie koniecznie jest to najwyższy poziom oświecenia człowieka.


Ego i nasza pierwotna natura

Pamiętaj, że ego to część ciebie, nie należy się go pozbywać, ale należy wiedzieć, że ego nie powinno nad nami górować w negatywnym sensie... nie należy się wywyższać na każdym kroku i zadzierać nosa... nie mniej jednak jeżeli znasz prawdę na jakiś temat to nie należy się jej wyrzekać, bo komuś twoja postawa (broniąca swojego stanowiska) nie odpowiada... zresztą czy osoba z wielkim ego może być oświecona? To jest dobre pytanie... i tak w ogóle czym jest to całe oświecenie? Czy to tylko zmiana naszego sposobu myślenia? A może to inne reakcje na bodźce jakie nas dotykają, które płyną do nas z otaczającej nas rzeczywistości? Ciężko do końca odpowiedzieć na to pytanie... ale na pewno oświecenie to inny stan myślenia, inny stan reagowania na to co nas spotyka oraz oświecenie to głębokie zrozumienie rzeczywistości w nieintelektualny sposób - chodzi tutaj o doświadczanie życia w zgodzie z "falą życia"... rozumiemy tą falę w sposób nieintelektualny... umiemy się nią delektować i w niej przebywać... umiemy na niej płynąć bez strachu, bez obawy w swoim wnętrzu... nasze serce i umysł są spokojne... a nasze ego nie szaleje, nie uważa się za Boga... bo my jesteśmy tylko (lub aż) Jego dziećmi... jesteśmy Boskim Światłem, ale nie jesteśmy jeszcze oszlifowani... odeszliśmy od Prawdy i Źródła... ale teraz na nowo do Prawdy powracamy... budzimy się z długiego snu, aby ponownie wrócić do Boga... do swojej prawdziwej natury... do krainy, w której się urodziliśmy, w której powstaliśmy... do naszego prawdziwego domu, za którym tak naprawdę w głębi siebie tęsknimy... chcemy ponownie powrócić na pewną "falę", z której dawno temu zeszliśmy... to fala miłości i spokoju... to fala, która jest harmonijna z naszą pierwotną naturą... chcielibyśmy jeszcze raz móc w niej się zatopić, aby nas wypełniła... aby jak fala radiowa nas przeniknęła... aby nasze wnętrze się z nią zgrało... aby nasze komórki tańczyły w jej rytm... to jest ukryta esencja życia... ukryta tajemnica chowająca się za wzgórzem, które jest tak daleko... ale zarazem odczuwamy w swoim wnętrzu, że jesteśmy w stanie tam dotrzeć... może nie dzisiaj, ale za jakiś czas... początkowo ta tajemnica się nam wymyka... ale ta zagadka jest do rozwiązania... chociaż częściowo... tą odwieczną zagadką jest Bóg... i sens życia... i życie samo w sobie... czym jest? Czemu to wszystko wygląda jak wygląda... i czemu jest to tak skonstruowane? Czemu Bóg odsłania tak powoli przed nami swoje tajemnice? Co to za gra, w której uczestniczymy rodząc się tu na Ziemi? Co my tu robimy? I tak naprawdę kim dokładnie jesteśmy? Czy ciało jest jedynie skafandrem dla duszy? Czym jest dusza sama w sobie? Czemu mamy tyle pytań? I czemu tak trudno na nie odpowiedzieć? Nasza istota powoli szuka odpowiedzi... ale aby faktycznie je poznać musisz zatopić się w swoim wnętrzu i tam ich szukać... empiryczne doświadczenie jest w stanie na wiele rzeczy odpowiedzieć... ale nie koniecznie będzie to odpowiedź w postaci słów... może to być odpowiedź w postaci gestu, ciepła, jakiegoś obrazu, który ukaże się w naszej głowie... życie to tajemnica... a Wszechświat mówi do nas w innym języku niż byśmy tego oczekiwali... to język mistyczny, tajemniczy, tylko nieliczni go odkrywają i są w stanie go zdekodować (rozszyfrować)... dlatego wsłuchaj się w swoje wnętrze... rozszyfruj ten kod... słuchaj... słuchaj uważnie... i doświadczaj... to bardzo ważne... abyś mniej czytał, a więcej doświadczał... i nie gromadź zbyt dużo rzeczy... to tylko przeszkody, aby odkryć kim faktycznie jesteś... skup się na swojej pierwotnej naturze... to ona jest rdzeniem, który należy poznać... i gdy już to zrobisz zrozumiesz, że wiele rzeczy jakie robiłeś w życiu nie były istotne... i że wszystko jest na swoim miejscu... tam gdzie powinno być... teraz rozumiesz życie... i płyniesz na jego fali... i rozumiesz swoją naturę... zawsze była ona taka sama... tylko trzeba było się do niej ponownie dokopać, aby ją wyciągnąć na powierzchnię i się jej przyjrzeć... teraz widzisz ją wyraźnie... ale i wiesz, że wciąż skrywa przed tobą wiele tajemnic (12.11.2016).


Przebywanie w pustce

Kto dozna stanu pustki ten wie, że jest to przyjemny stan, który wypełnia naszą głowę, nasze ciało i całą przestrzeń wokół nas... i w pewnym sensie owa pustka nie jest do końca pusta... chociaż z jednej strony jest (i jest to mocno odczuwalne)... ale z drugiej strony odnajdujemy w niej pełnię... może ciężko do końca to ująć w słowach, ale przebywanie w niej daje nam pewne subtelne, ale zarazem wyraźne poczucie szczęścia, radości i spełnienia.

W stanie pustki jest nam po prostu dobrze... nasz umysł jest pusty, ale zarazem w żaden sposób z tego powodu nie rozpaczamy, jest wręcz odwrotnie, cieszymy się, że możemy tego stanu doświadczać... możemy w owej pustce trwać i trwać (nie robiąc nic specjalnego)... i wcale nam owy stan się nie nudzi (większość ludzi nie byłaby w stanie wytrzymać takiego "nic nie robienia")... i co ciekawe nie musimy robić jakiegokolwiek wysiłku, aby ten stan utrzymać... ten stan się po prostu pojawia sam z siebie (jest to wynikiem osiągnięcia odpowiedniego poziomu duchowego, odpowiedniego poziomu oczyszczenia i pewnego rodzaju transformacji / przemiany wewnętrznej naszego ciała i umysłu)... i będąc w tym stanie nie mamy ochoty wykonywać zbędnych (niepotrzebnych) czynności, które "normalni" ludzie wykonują, aby "zabić" nudę (aby nie zwariować od siedzenia i nic nie robienia)... mamy ochotę przebywać w tym stanie jak najdłużej i w pewnym sensie się nim "delektować"... i jest on dla nas dużo bardziej interesujący (pomimo, że nic konkretnego się w nim nie dzieje) niż wykonywanie różnych czynności, które "normalni" ludzie uznaliby za znacznie ciekawsze do roboty (np. czytanie gazety czy oglądanie TV)... nasz umysł jest po prostu wyjątkowo pusty... jest w pewnym sensie "zawieszony", ale jest to przyjemne "zawieszenie"... i gdy znajdujemy się w tym specyficznym stanie nie sprawia nam bólu np. zwykłe siedzenie i nic nie robienie przez dłuższy czas... stan pustki jest jak środek znieczulający i "neutralizuje" nudę... i co ważne to "nic nie robienie" nie jest stratą czasu, jest to w pewnym sensie forma medytacji, pewnego rodzaju "trwanie" w Bogu, w pustce, pewnego rodzaju zjednoczenie i kontemplacja w jednym (przebywanie w tym stanie pomaga nam mocniej duchowo ewoluować)... trzeba tego doświadczyć, aby to lepiej zrozumieć.

Przebywając w owej pustce mamy pewnego rodzaju wrażenie jakbyśmy dotarli do "rdzenia rzeczywistości"... jakbyśmy dogrzebali się do naszej "pierwotnej natury"... do "odwiecznej świadomości", która wypełnia wszystko... do "eteru" przenikającego całą przestrzeń i nas samych... dochodzimy do przestrzeni, która jest między atomami... i ją odczuwamy... i czujemy się tacy wewnętrznie puści... jakby w naszym wnętrzu niczego nie było... jest tylko pustka... ale nie ma w niej zła... ona niby jest neutralna, ale to raczej nie jest prawdą... ona jest dobra... i w niej czujemy się bezpieczni. Jest to taki przyjemny stan relaksu... ale wcale w ten relaks świadomie (w sensie używania jakiegoś wysiłku z naszej strony) nie wchodzimy (to się dzieje samo z siebie) oraz nie jest to żadnego rodzaju "trans" celowo wywoływany przez nas (chociaż trans może się pojawić sam z siebie, gdy zaleje naszą głowę specyficzna mistyczna energia, ale stan pustki nie koniecznie musi zaistnieć w połączeniu z "głębokim mistycznym transem", chociaż czasem te oba stany się ze sobą łączą)... to się wszystko dzieje samo, spontanicznie... tak po prostu, bez wysiłku z naszej strony. To trochę tak jakbyśmy wsadzili głowę pod strumień wody (np. lecącej z kranu) i odczuwali duży "błogostan", na tyle duży, aby nie mieć ochoty na przerwanie tej czynności, czujemy się wtedy tak dobrze i przyjemnie, że nic innego się nie liczy, ani nie jest bardziej atrakcyjne... i tak samo jest w tej pustce... coś sprawia, że odczuwamy silną chęć przebywania w tym stanie... to trochę jakbyśmy byli w łonie matki... czujemy się bezpiecznie... i jest nam wyjątkowo komfortowo... czujemy opiekę Boskiego Źródła... i pustka właśnie coś takiego nam daje... tą czułą opiekę... to taki przyjemny stan... i czas szybko w nim mija... a właściwie to czas w pewnym sensie znika... bo jesteśmy silnie w "teraz" (brak myśli w głowie automatycznie wymusza na nas bycie w "chwili teraźniejszej")... a jak zamkniemy oczy to możemy w ogóle "zniknąć"... aby później po jakimś czasie ponownie się "pojawić"... ale cały czas (będąc w stanie pustki) byliśmy bezpieczni... byliśmy po prostu w łonie matki... w łonie Najwyższego Źródła... i kto chociaż raz doświadczy tego stanu ten nie będzie chciał się już z nim rozstać... i ten stan z czasem będzie się pogłębiać i przedłużać... ku naszemu zadowoleniu (napisane 14.11.2016).


Reinkarnacja
i nasza ewolucja

Reinkarnacja bezapelacyjnie jest faktem i każdy kto się trochę interesuje rozwojem duchowym o tym wie. Przychodzimy na tą planetę, aby oczyścić swoją karmę, aby ewoluować, aby zrobić postępy na naszej duchowej drodze i aby ostatecznie ponownie połączyć się ze Źródłem. Niektórzy ludzie twierdzą, że gdy umrze ich ciało fizyczne to "znikną", że nie będą już więcej świadomi swojej egzystencji... ale ludzie, którzy tak twierdzą wciąż śpią... wciąż są nieświadomi prawdy, nie rozpoznają jej, ani nie wyczuwają jej swoim wnętrzem... mają mocno zamknięte oczy i umysł... nie wierzą w duszę i w to, że jest ona nieśmiertelna i wieczna.

Nie jest istotne jak dokładnie wygląda proces reinkarnacyjny... najważniejsze jest to, aby porządnie oczyścić swoje wnętrze żyjąc w ciele fizycznym. Czasami ludzie za dużo czasu poświęcają na zdobywanie wiedzy, która nie jest aż tak istotna jak im się wydaje. Myślą, że jak wyczytają w książkach jak to wszystko wygląda to doznają oświecenia... a to nie jest prawdą - wiedza nie musi spowodować u nas głębszego rozwoju duchowego... czasami może spowodować u nas większe pomieszanie i zamiast wypłynąć na wolność zaplączemy się niczym w pajęczą sieć.

Proces duchowy wymaga sporej ilości czasu... jest trochę podobny do drzewa, które w początkowej fazie jest bardzo małe, ale z czasem rośnie i jest coraz to większe i większe... ale sam czas nie sprawi, że osiągniemy oświecenie jak nie będziemy mieli odpowiednio dużo promieni słonecznych, dobrej ziemi i czystej wody... więc zdobywaj wiedzę, ale nie skupiaj się tylko na niej... pamiętaj również o doświadczaniu Boga, o łączeniu się z Nim... to bardzo ważne... jest to dużo ważniejsze niż ciągłe czytanie duchowych książek... chociaż książki o tej tematyce (jak ta) mogą cię wznieść wyżej (poszerzyć horyzonty, zainspirować, zmotywować do działania), ale nic nie zastąpi ci realnego kontaktu z Bogiem i warto o tym pamiętać... i wyjątkowo ważne jest to, abyśmy odnowili nasze połączenie ze Stwórcą, abyśmy poprzez owo zjednoczenie mogli skutecznie działać na rzecz wszystkich czujących istot, na rzecz całego świata, aby pomóc przetransformować ten świat do nowej formy, do formy, w której będzie dużo więcej radości, światła, ciepła, ludzkiej życzliwości. Osiągając własny balans pomagamy światu stać się lepszym miejscem, to jest nasza misja, nasze zadanie na to życie. Bądźmy narzędziami w Boskich rękach, które w odpowiedni sposób przywrócą ten świat do równowagi (napisane 17.11.2016).


Śmierć, czystość serca i przywiązania

Śmierci boją się osoby, które np. mają coś na sumieniu, mają niezałatwione sprawy, są z kimś w silnym konflikcie, albo mają duży majątek, z którym nie chcą się rozstać... dlatego tak ważne jest, aby za życia dbać o czystość swojego serca, bo po drugiej stronie będzie miało to duże znaczenie... i w zależności od naszych wibracji (brudne serce je mocno obniża) na taką pozycję (poziom duchowy) pójdziemy. Ważne jest również, aby nie przywiązywać się do rzeczy materialnych, bo i tak będziemy musieli je na tej ziemi zostawić, nikt nie zabierze nawet złamanego grosza na drugą stronę. Niezałatwione sprawy czy konflikty z ludźmi mogą natomiast sprawić, że ponownie będziemy musieli tu zejść, aby je oczyścić (domknąć pewne sprawy lub rozwiązać rozpoczęte konflikty), co jak możecie się domyślić nie jest dla nas korzystne... więc pamiętaj, aby nie pozostawać z ludźmi w konflikcie, bo nie znamy dnia ani godziny, kiedy będziemy musieli odejść na drugą stronę... chyba nie chcecie tutaj ponownie wracać tylko po to, aby załatwić coś co mogliście załatwić w tym wcieleniu? Trzeba być wyczulonym na tego typu sprawy, aby się za nami "po kosmosie" nie ciągnęły (nie warto bezmyślnie zawiązywać sobie karmę, którą chcąc nie chcąc będziemy musieli oczyścić) - szanujmy swój czas dany nam na Ziemi i wykorzystajmy go mądrze.

Dbaj o swoje wnętrze, o swoją boską świątynię, bo jej czystość ma znaczenie i to większe niż niektórzy ludzie myślą. Nie jesteśmy samym ciałem... jesteśmy również duchem, który jest wieczny i on chce powrócić do swojego domu, który nie znajduje się na tej Ziemi, ale on chce tam powrócić czysty... i o tą czystość musisz zadbać ty (napisane 18.11.2016).


Wszystko co materialne ma swój początek i koniec

Pamiętajmy, że wszystko co się fizycznie narodzi musi również umrzeć, takie jest prawo kosmiczne i nikt z nas tego nie zmieni. Musimy również nauczyć się pozwolić odejść tym, których kochamy oraz przygotować się sami na swoje odejście. Pewnych praw kosmicznych nie da się zatrzymać i wszyscy nim podlegamy. Nie przejmujmy się swoim starzeniem, bo wszyscy jesteśmy w ten proces uwikłani... i on wcale nie jest czymś złym... po prostu zamiast marnować swoje życie staraj się je wykorzystać, zrobić coś dobrego... wtedy nie będziesz miał poczucia, że życie przecieka ci przez palce. Niewykorzystane życie to życie zmarnowane. Odkryj swój ukryty potencjał, pozwól mu się zrealizować, otwórz okno dla swojej duszy, aby nie tkwiła zamknięta w materialnym i egoistycznym więzieniu. Nie poświęcaj zbyt dużej uwagi rzeczom płytkim, egoistycznym, które są marnym pyłem... ten pył nie jest wiele wart... dzisiaj jest, a jutro go nie ma... myśl raczej o rzeczach wielkich, wiecznych, o czymś głębszym... staraj się zainspirować kogoś... rozwiń swój potencjał... i nie mów, że go nie masz... bo każdy go ma... tylko niekiedy trzeba się do niego dokopać... aby z czasem rozkwitnąć niczym piękny kwiat... a gdy ten kwiat zostanie podlany duchową energią już nigdy nie zwiędnie (napisane 18.11.2016).


Efektywne działanie

Pamiętaj, że tylko to działanie, które przynosi jakieś "konkrety" (rezultaty / zmianę) jest istotne. Jeżeli dużo robisz, poświęcasz na coś sporo swojej energii, ale twoje rezultaty nie są widoczne (lub są bardzo małe) to dokładnie takie są twoje owoce. Nie ma znaczenia ile wkładamy w coś energii, najważniejsze jest to ile dobra swoimi "akcjami" uczynimy - może się zdarzyć, że zrobimy np. jakiś filmik na którego stworzenie poświęcimy godzinę czy dwie (bardzo mały wysiłek), ale uczyni on ogromną zmianę u wielu ludzi... i co ciekawe nie będziemy musieli powtarzać komuś słownie tego co jest w tym filmiku, będziemy mogli po prostu podesłać tej osobie linka, aby sama owy filmik obejrzała... w ten sposób oszczędzamy swój czas i energię na tłumaczenie czegoś co jest już dostępne / utrwalone - niekiedy wystarczy raz coś zrobić (filmik / artykuł), aby stale to dla nas pracowało - to taki "przychód pasywny". Niektórzy całymi latami "walczą o prawdę", ale robią to tak nieumiejętnie, że zamiast zbierać duże plony zbierają może z jedną setną tego co mogliby zebrać jakby udoskonalili swój "zasiew". Dlatego trzeba się porządnie zastanowić jak skutecznie działać, aby przynieść najlepsze możliwe rezultaty, aby nie wypruć się z energii na działania, które są nieskuteczne / nieowocne... więc opracuj dobry plan, bądź wytrwały i wiedz na co warto poświęcić swój czas, a co warto ominąć, bo nie wszystko jest warte naszej uwagi i nie każdy materiał (który np. znajdziemy w internecie) jest wart promowania (napisane 19.11.2016).

cdn...

Dobry Samarytanin