NASZE DOŚWIADCZENIA

DOŚWIADCZENIA I PRZEMYŚLENIA W ROKU 2016
(CZĘŚĆ 9)
LINK! DO CZĘŚCI 8
LINK! DO CZĘŚCI 10

Demony i nasze prawdziwe pochodzenie

Wielu naukowców o sceptycznych (zamkniętych) umysłach wmawia nam, że demony nie istnieją czy że pochodzimy od małpy... ale czy faktycznie jest to prawdą? Jak wiemy naukowiec, który rozpoczyna badanie "nocnych koszmarów" z góry zakłada, że nie powodują tego żadne demony / kosmici tylko jest to coś co można wytłumaczyć bardziej racjonalnie... ale czy przypadkiem nie powinien owy "naukowiec" ("badacz") być neutralny i nie wyciągać tak daleko idących wniosków już na samym początku? Jak wiemy tacy ludzie tak formułują swoje "wyniki badań", aby udowodnić swoje początkowe założenie, które jak wiemy jest błędne... więc ich całe badanie tego aspektu nie ma żadnego sensu, bo przecież i tak nie dojdą do prawdy.

Każdy kto się mocniej interesuje tematem dobrze wie, że demony są w stanie nas atakować poprzez nasze sny i w ten sposób wymuszają na nas (poprzez wystraszenie nas) pewnego rodzaju "otwarcie się" (może to się objawić naszym wybudzeniem się z sercem walącym niczym młot) co powoduje okradnięcie nas z naszej energii... są też różnego rodzaju paraliże senne, które mają za zadanie unieruchomić nas na czas ataku (nie każdy paraliż senny jest spowodowany atakiem demona - warto o tym wiedzieć). Jeżeli podczas paraliżu odczuwasz w pokoju zło, widzisz jakąś postać lub dzieje się coś ewidentnie podejrzanego to postaraj się jak najszybciej wybudzić poprzez np. próbę poruszenia jakimś palcem u nogi lub ręki, a następnie poprzez silne ruchy ciałem doprowadzić do wybudzenia się... drugą bardzo dobrą metodą jest próba wymówienia na głos słowa "Bóg" lub "Jezus" (zalecam słowo "Bóg", gdyż jest krótsze... zalecam również wypowiedzenie tego słowa minimum kilka razy pod rząd dla lepszego efektu)... oczywiście może być to wyjątkowo trudne (te istoty mogą zniewolić naszą mowę), ale jeżeli nam się uda to zostanie "utworzona" pewnego rodzaju "fala dźwiękowa" o bardzo wysokich wibracjach, która odepchnie demony - dodam jeszcze, że paraliże senne najczęściej zdarzają się w pozycji, gdy śpimy na plecach, ale nie jest to regułą (najtrudniej jest nas sparaliżować, gdy śpimy w pozycji siedzącej np. na fotelu).

Mogą być stosowane wobec nas również np. różnego rodzaju hipnozy, abyśmy nie mieli ochoty się bronić przed "agresorem" lub abyśmy zostali po prostu uśpieni, aby nas wciągnąć w "negatywny sen" i zaatakować... można by o tym mówić długo, ale faktem jest, że naukowcy na siłę starają się temu zaprzeczyć pomimo, że ludzie na całym świecie mają takie same doświadczenia (ten sam schemat)... i wiadomo, że jedni mają takich doświadczeń więcej a inni mniej, ale ten aspekt jest wspólny dla wszystkich ludzi... a jest tak dlatego, że jesteśmy w stanie wojny z demonami i to one, gdy zaczynamy mocniej duchowo wzrastać ("rozkwitać") zaczynają nas mocniej atakować (wystarczy popatrzeć na świętych jak wiele się wycierpieli od tej negatywnej siły)... więc nie dajcie sobie wmówić "naukowych bzdur", że to nie demony skoro ewidentnie wszystkie zmysły we śnie nam to mówią... już pomijam fakt, że może zdarzyć się przypadek, w którym zobaczymy tak owego demona z otwartymi fizycznymi oczami (raczej osoby, które w nie nie wierzą nie będą miały takich doświadczeń, byłoby to ze strony demonów bardzo nierozsądne działanie, bo spowodowałoby automatycznie, że owa osoba uwierzyłaby w ich istnienie, a pamiętajmy, że demony są wyjątkowo inteligentne o czym wiele osób zapomina - jak się domyślam negatywni kosmici mają znacznie wyższe IQ od nas). Trzeba też pamiętać, że osoby, które nie "rozkwitają głębiej" mogą nie doświadczać w ogóle demonicznych ataków (lub raz na ruski rok) - wynika to z tego, że demony nie są zbytnio zainteresowane osobami, które nie są wypełniane Boskim Mistycznym Światłem. Jeżeli ktoś tkwi mocno w "systemie" to nie ma sensu go intensywnie atakować, bo i tak jest wciąż niewolnikiem, który ma zamknięte oczy i demony nie muszą robić wysiłku, aby utrzymać takiego człowieka w jego "więzieniu", taki człowiek nawet nie myśli o tym, aby je opuścić, więc nie jest zagrożeniem dla zła.

Jest wiele rodzajów demonów, od typowych kosmitów jak szaraki, po niewidzialne byty czy formujące się przed naszymi otwartymi oczami kłęby czarnego dymu - temat jest wyjątkowo obszerny, ale nie ma do końca sensu wchodzić w jakieś szczegóły, najważniejsze jest, aby wiedzieć, że gdy mamy ewidentnie "negatywny sen" to powinniśmy starać się z niego wybudzić jak najszybciej i gdy już nam się uda powinniśmy wstać z łóżka i trochę "rozprostować kości" (przejść się po mieszkaniu), musimy pozbyć się pewnego rodzaju "zamulenia" wynikającego z przeżytego "negatywnego snu" - musimy się po prostu wybudzić mocniej, bo gdy tego nie zrobimy i po obudzeniu się z "negatywnego snu" bardzo szybko zamkniemy oczy to mamy bardzo dużą szansę na ponowne wejście w "negatywny sen" i "oberwanie" od tych demonicznych sił... gdy po takim złym śnie trochę ochłoniemy warto wezwać naszych opiekunów i poprosić ich o opiekę oraz poprosić o to również samego Boga - modlitwa w takiej sytuacji jest mocno wskazana. Niestety demony mogą się na niektórych ludzi mocno uwziąć, ale mówi się trudno i trzeba w takiej sytuacji robić swoje, modlić się, zwiększać swoje wibracje, oczyszczać mieszkanie szałwią, kadzidełkami, palić świece itd. Nigdy nie należy się w tym aspekcie poddawać, Bóg jest tutaj najlepszym ratunkiem.

A co do naszego pochodzenia od małpy (w procesie ewolucji) to mam co do tego spore wątpliwości. Jedni mówią, że stworzył nas Bóg, inni mówią, że stworzyli nas negatywni kosmici do wydobywania dla nich złota, a małpy są jedynie naszymi wczesnymi wersjami... jest też teoria, która mówi, że stworzyły nas pozytywne super zaawansowane (duchowo i technologicznie) istoty, które zostały stworzone przez samego Boga. Ja osobiście skłaniam się do tego (mówiąc w dużym uproszczeniu), że pochodzimy od dobra (oraz że nie pochodzimy z tej planety), ale w późniejszym czasie zostaliśmy mocno uszkodzeni przez negatywne siły (które również brały udział w tworzeniu różnych wersji ludzi)... i dlatego teraz jest taka walka między dobrem a złem (oraz widzimy od czasu do czasu ludzi, którzy w pewnym sensie nie posiadają uczuć wyższych - dla nas ich "chłód" oraz "umiejętność" zadawania innym bólu jest wręcz niezrozumiała)... ludzie się budzą (pomimo takich uszkodzeń w swoim kodzie DNA) i nic już tej "fali oświecenia" nie powstrzyma, żaden kosmita, żaden demon... kwestia jest jedynie taka ile jeszcze się wycierpimy od tej negatywnej siły... i dlatego jak zwykle uważam, że z całych sił powinniśmy powierzać się Bogu, bo On jest tą siłą, która jest w stanie powstrzymać wszelkie zło... ale my musimy Bogu pomóc, sama modlitwa to trochę za mało, musimy podjąć jakieś czyny, musimy aktywnie działać na rzecz wyzwolenia nas z tej niewoli... więc działaj, siej dobro i módl się zwiększając swoje wibracje, a któregoś dnia spotkamy się już na nowej Ziemi wolnej od tych wszystkich demonicznych istot (napisane 20.11.2016).


Nie obwiniaj Boga za zło i wykorzystaj dany ci czas

Bóg nie jest odpowiedzialny za zło na tym świecie, to my je czynimy, albo poprzez złe (niewłaściwe) działanie, albo poprzez naszą ignorancję (brak działania). Jeżeli chcesz, aby świat stał się lepszym miejscem to zacznij coś w tym kierunku robić, bo samo na pewno się nie zrobi... i nie czekaj na cud, ty bądź tym cudem!

Nie obwiniaj również Boga o swoje niepowodzenia życiowe, sam jesteś za nie odpowiedzialny, co więcej skąd wiesz, że jakieś "niepowodzenie" nie wyszło ci na dobre? Może czasem potyka ci się noga wtedy, kiedy trzeba? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Nie należy na wszystko patrzeć poprzez pryzmat swojej woli i tego czego my chcemy doświadczyć czy mieć (bo możemy się często z tego faktu rozczarować), Bóg ma dla nas swój indywidualny plan i teoretycznie powinieneś go wypełniać (zgodnie z tym co zostało ustalone dla ciebie na to życie przed twoim zejściem tutaj), ale czy faktycznie jesteś na to gotowy? Czy zrezygnowałbyś ze swojej woli na rzecz woli Boskiej?

Twoim celem na to życie jest wzrost duchowy i spalenie karmy, więc nie marnuj swojego życia na głupoty, zanurkuj w swoje wnętrze, odnajdź swoją duchową ścieżkę i zacznij nią podążać... naprawdę warto wykorzystać dany nam tutaj czas, a nie mamy go zbyt wiele... i przyjdzie dzień, w którym będziemy musieli stąd odejść... i czy w tym dniu, gdy już będziesz miał opuścić swoje ciało stwierdzisz, że wykorzystałeś dobrze dany ci czas, a może uznasz, że zmarnowałeś swoje życie? Jak myślisz, które stwierdzenie będzie bliższe prawdy? (napisane 21.11.2016)


Nie musisz w pełni zrozumieć Boga

Bóg jest tajemnicą, jest niepojęty, niezmierzony i nie musisz wcale Go w pełni zrozumieć... zresztą jest to niemożliwe... mamy do tego za małe rozumki... ale w jakiejś części Boga zrozumieć jednak można i na tym warto się skupić... ale najpierw zacznijmy od zrozumienia życia... bo gdy będziemy umieli żyć to będziemy dochodzić z każdym dniem do coraz to większej harmonii, ze sobą, ze światem, z innymi ludźmi... z owej harmonii zacznie wyłaniać się nasze połączenie z Bogiem... zaczniemy rozumieć życie i zaczniemy odczuwać przenikającą nas jedność... życie samo zacznie się wyłaniać jako coś dobrego... coś wartościowego... zaczniemy odczuwać ulgę jaka zacznie na nasze życie zstępować... to ulga zrozumienia, to ulga pocieszenia, to ulga wolności i nowego życia. Wystarczy przestać tak walczyć o nasze egoistyczne pragnienia, o naszą wolę, o nasze zachcianki, o niezaspokojone żądze... po prostu zwolnij, zatrzymaj się na chwilę, zrób głęboki wdech... nie ma potrzeby tak gonić za "króliczkiem", on zawsze będzie uciekać, a ty nigdy nie będziesz miał dosyć tego pościgu, zawsze będziesz chciał więcej i więcej... aż pewnego dnia się tak mocno zmęczysz, że ze zmęczenia się przewrócisz... i zrozumiesz, że życie jest kruche... i może jednak warto o nie mocniej zadbać... więc wykorzystaj swój czas dany ci na tej Ziemi, nie marnuj go na niepotrzebne pogonie za "króliczkami", które powodują jedynie niedosyt w twojej duszy... wypełnij się czymś wartościowszym niż swoje niskie pobudki, instynkty... wypełnij się Bogiem, Najwyższą Energią pochodzącą prosto ze Źródła, to ona da ci życie i zadowolenie, jakiego ci tak mocno brakuje (napisane 21.11.2016).


Milczenie jest złotem?

Wszyscy znamy powiedzenie: "Mowa jest srebrem, a milczenie złotem", ale czy jest tak faktycznie? Z jednej strony niby tak, ale z drugiej strony to nie odezwanie się wtedy, kiedy odezwać się powinniśmy jest na swój sposób szkodliwe... czasem po prostu powinniśmy zabrać głos, aby powiedzieć kilka słów prawdy, które rozświetlą ciemność... jeżeli będziemy milczeć to możemy nie osiągnąć tego co osiągnąć w danej chwili powinniśmy... a czasem powinniśmy słowami prawdy "znokautować" zło / niewiedzę... milczeć jest bardzo prosto, ale zabrać głos w niektórych sytuacjach jest już dużo trudniej... również nie będziemy zapamiętani jak będziemy tylko milczeć, to nie przyniesie nam żadnych duchowych owoców... oczywiście, ktoś może stwierdzić, że nie chce być zapamiętany i nie jest to dla niego istotne... ja powiem wtedy, że nie ma sprawy, zapamiętany być nie musisz, mi również na tym nie zależy, ale zależy mi na jednym, abym posiał w tym życiu wystarczająco dużo dobra, aby w przyszłości solidnie ono zaowocowało, aby świadomość ludzi wzrosła dzięki moim działaniom, temu co mówię oraz temu co robię... jakbym cały czas milczał to nie zebrałbym owoców, ani nie przyczyniłbym się do tworzenia lepszego świata... a w końcu chyba o to chodzi, aby go zmienić w lepsze miejsce do życia, prawda? Więc, gdy należy milczeć milcz, ale gdy wiesz, że trzeba powiedzieć kilka słów prawdy (czasem gorzkiej) to ją powiedz, prawda musi być usłyszana i niech twoje słowa zmienią świadomość ludzi, którzy wciąż śpią, niech twoje słowa ich przebudzą do nowego życia w prawdzie i harmonii... bo milczenie jest złotem, ale powiedzenie kilku słów prawdy jest diamentem (napisane 25.11.2016).


Nie dogodzisz wszystkim

Nie ma człowieka na Ziemi, który dogodziłby wszystkim... to niemożliwe... i na pewno niektórzy ludzie prędzej czy później będą z ciebie niezadowoleni, bo nie spełnisz ich prośby, bo nie odpowiesz na ich pytanie tak jak według nich odpowiedzieć powinieneś, bo zaprezentujesz poglądy, które będą im wrogie / obce (z którymi się nie będą zgadzać)... zawsze coś się znajdzie, aby na ciebie napsioczyć pod nosem, aby móc powiedzieć, że jednak nie jesteś tak "oświecony" jak się początkowo "prezentowałeś"... ale trzeba podkreślić, że ludzie często mają błędny obraz naszej osoby, znają nas przeważnie z naszych wypowiedzi z internetu, ale to wcale nie oznacza, że w swoich internetowych wypowiedziach ukazujemy całą naszą osobowość... jest to nieprawda... jeżeli nie zna się kogoś osobiście i nie przyjaźni się z kimś przez dłuższy czas to ciężko kogoś tak naprawdę poznać... przecież wiele aspektów naszej osoby jest po prostu ukrytych przed światem, gdyż nie ma potrzeby, aby inni ludzie wiedzieli o nas aż nadto... często niektórzy mogą nas uważać za osobę "wszystkowiedzącą", ale może być to dalekie od prawdy... a później pojawiają się tylko z ich strony pretensje, że jednak nie jesteśmy tacy "oświeceni"... ale te osoby same sobie wtłoczyły do swojej głowy "fałszywe wyobrażenie" naszej osoby, a ono nie ma nic wspólnego z rzeczywistością... dlatego nie warto próbować zaspokoić ludzi za wszelką cenę poprzez spełnianie ich wszystkich zachcianek (np. odpowiadając na ich nawet najgłupsze i wyjątkowo męczące pytania)... niektórzy się poświęcają i dają się zamęczać tylko i wyłącznie po to, aby ukazać swoje "miłosierdzie" (ale to tylko taka gra naszego ego, które nie chce być ukazane w złym świetle, ono chce być za wszelką cenę postrzegane jako "osoba wielkiego serca i rozumu")... ale my powinniśmy zrobić jedynie to co do nas należy, czyli powiedzieć swoje i nie przejmować się ewentualnym późniejszym ludzkim gadaniem ("szczekaniem")... jak ktoś zyska na rozmowie z nami to super, a jak nie to trudno, najwyżej będzie nami zawiedziony (ale lepsze to niż zamęczanie nas milionem pytań czy licznymi do niczego nie prowadzącymi dyskusjami - od takich rzeczy trzeba się odcinać).

Wiadomo, że niektórzy mogą mieć po prostu inne zdanie na jakiś temat niż my... ale mogą oni być w ewidentnym błędzie (z czego nie będą zdawać sobie sprawy) i w wyniku trzymania się swojej "prawdy" mogą na nas próbować wymusić niezgodne z naszym wnętrzem postępowanie i ostatecznie z tego faktu może między nami dojść do konfliktu (konflikt dwóch różnych świadomości / postrzegania)... dlatego nie ze wszystkimi ludźmi warto dyskutować... jeżeli wiemy, że dyskusja nie przyniesie niczego dobrego to lepiej z niej zrezygnować (wycofać się)... chociaż może być nam to trudno zrobić jeżeli będziemy wiedzieli, że mamy rację (czasami po prostu nie warto dorzucać drewna do ognia, aby nie potęgować konfliktu... ale trzeba również wiedzieć, że jest to kwestia mocno indywidualna i będą przypadki, w których powinniśmy kontynuować dyskusję - spór sporowi nie równy - czasami swoimi słowami możemy komuś rozświetlić głowę, ale może być i tak, że nasze słowa się od czyjejś głowy odbiją niczym piłka kauczukowa... i co gorsza mogą one nas samych uderzyć... dlatego nie zawsze warto budzić tych, którzy mocno śpią... bo mogą nas "pobić" w obronie "systemu"... i musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nie każdy jest gotowy na przebudzenie).

Najważniejsze jest, abyś skupił się na wykonaniu swoich indywidualnych zadań jakie na to życie zostały ci przydzielone... zostały one w pewien sposób w ciebie "wpisane" i są one wyjątkowo ważne... nie musisz zaspokoić ludzi pod każdym względem... to i tak się nie uda... ludzie czasem mogą się bardzo szybko zmienić... jednego dnia mogą być twoimi wielkimi "fanami", a następnego "śmiertelnymi wrogami"... a wszystko z powodu np. jakiegoś mało znaczącego poglądu czy stwierdzenia, które publicznie wygłosiliśmy (i które wciąż uznajemy za prawdę)... i nagle cały "obraz" naszej osoby w oczach naszego "czytelnika" jest burzony, już nie jesteśmy tymi "dobrymi" (walczącymi o prawdę), ale tymi "błądzącymi" (którzy nie umieją jej rozpoznać), których trzeba "nawrócić" ("naprostować") lub co gorsza jesteśmy tymi "złymi" (stojącymi po stronie zła), których trzeba "zniszczyć" lub "ośmieszyć"... albo jesteśmy tymi, którzy mają "wąski horyzont postrzegania" (brak otwartego umysłu) - takie bzdury kierowane w naszym kierunku jedynie nas jeszcze mocniej utwierdzają w tym, że żyjemy w "czasach ostatecznych", gdzie ludziom naprawdę odebrało dar rozpoznania tego jak się faktycznie sprawy mają.

Różnice w świadomości między nami, a innymi ludźmi mogą być ogromne, dlatego nie należy się nadto przejmować tym co inni mówią, bo zawsze będzie ktoś niezadowolony jeżeli będziesz mówić swoją wiedzę do większego grona ludzi (w końcu każdy słuchający lub czytający nasze teksty ma trochę inną świadomość / poziom zrozumienia)... ale pamiętajmy o jednym, zawsze zwracajmy uwagę na to czy prawda leży po naszej stronie, bo jeżeli nie to "szczekanie" innych ludzi może być uzasadnione.

Spotkasz na swojej drodze również osoby, które będą od ciebie wymagać rzeczy, które nie są zgodne z twoim "wewnętrznym programem" lub będą dla ciebie zbyt trudne do wykonania... i gdy nie zrobisz tego czego one od ciebie oczekują wtedy już nie będziesz tym "oświeconym gościem" (a jak wiemy wiele osób chce być za tak owego uznawanym - ale jest to tylko sztuczka naszego ego i należy mieć tego świadomość)... będzie to takie "drażnienie" twoje ego (ale i zarazem pewnego rodzaju test dla ciebie), abyś może jednak spełnił ich prośbę, bo jak nie to ta osoba się na ciebie obrazi, ukarze cię niemiłym słowem, wywoła w tobie poczucie winy czy uczucie bycia nic niewartym człowiekiem (ale za to inni, którzy mają niższą świadomość i nie raz się mylą w swoich osądach są dla nich super i są gloryfikowani, pomimo, że ich owoce duchowe są znacznie mniejsze od twoich)... ale tymi ludźmi też nie należy się przejmować... ich zdanie na twój temat nie ma większego znaczenia... liczy się jedynie to czy wypełniasz swoje odgórnie zapisane przeznaczenie czy nie... jeżeli je wypełniasz to wszystko jest w porządku... i możesz spokojnie dalej robić swoje... w końcu po to tutaj zszedłeś, aby wypełnić swój "wewnętrzny program" jaki został w ciebie "wpisany" przed twoim zejściem na tą planetę... a "szczekaniem" ludzi nie ma co się przejmować... bo wygra ten, który Bogu przyniesie więcej duchowych owoców, a nie ten kto więcej "szczeka" (napisane 28.11.2016).
 

Zrozumienie życia daje szczęście

Trzeba wiedzieć, że optymizm jest jedynie skutkiem ubocznym zrozumienia życia. Gdy życie przez ciebie zostanie zrozumiane (w sposób nie do końca intelektualny, ale poprzez wewnętrzną mądrość i połączenie z Bogiem), to życie objawi się tobie w dużo kolorowszych barwach, czyli w takich w jakich życie faktycznie egzystuje. Widzimy czasem życie w odcieniach szarości, ale czy życie faktycznie w takich odcieniach się przejawia? Oczywiście, że nie, to my je tak zabarwiamy z powodu naszego stanu mentalnego i emocjonalnego... więc postaraj się zrozumieć życie, tą całą kosmiczną grę... ale nie koniecznie chodzi tutaj o jakieś złożone procesy, czy abyśmy robili jakiś duży wysiłek mentalny, po prostu, usiądź, skrzyżuj nogi, zrób wdech, i zrób wydech... i gdy twoje serce i umysł osiągnął jedność utwórz ją również z Najwyższym Źródłem, wtedy zrozumiesz, że życie jest dobre, a większość cierpienia jakie się nam przytrafia tworzymy my sami... cierpimy, bo się miotamy, nie tworzymy z życiem spójnego nurtu, nie chcemy być liściem, który jest niesiony przez wiatr... rzucamy się na lewo i prawo byleby tylko przeforsować nasz pomysł, nasz punkt widzenia... ale czy to wychodzi nam na dobre? Czy czasem nie lepiej odpuścić pewne sytuacje? Czy zawsze warto walczyć i wprowadzać się w emocjonalną burzę? Przemyśl to... i postaraj się utworzyć jedność z życiem... abyś mógł odpocząć... aby łatwiej było nam przerobić naszą ciężką karmę... daj sobie szansę na normalne egzystowanie na tym świecie... bez całej tej emocjonalnej burzy... zrelaksuj się... i odnajdź spokój w swoim wnętrzu... a to wnętrze niech tworzy od teraz jedność ze Stwórcą... i niech życie objawi ci swoje prawdziwe kolory (napisane 29.11.2016).
 

Żyć w zjednoczeniu

Gdy już będziesz żył razem z Bogiem posiadając z Nim głęboką relację twoje życie stanie się znacznie łatwiejsze... otworzą się przed tobą nowe drzwi, których wcześniej dostrzec nie mogłeś z powodu, że twoje życie bardziej przypominało hipnozę niż harmonijną egzystencję... ale teraz to się zmieniło... zatrzymałeś się, otworzyłeś oczy i dostrzegłeś nową jakość, która cię zaczęła zewsząd wypełniać i otaczać... jesteś od teraz wolnym człowiekiem, który wypełnia wolę Bożą... tworzysz z Bogiem harmonijną relację, która wiedzie cię do nowego lepszego życia, którego właśnie doświadczasz... i na tej fali zjednoczenia jeszcze mocniej wzrastasz... zaczynasz rozumieć sens życia... zaczynasz rozumieć kim jesteś i co tutaj robisz... nie marnujesz już więcej czasu... nie kręcisz się już w kółko jak kiedyś... od teraz idziesz do przodu... krok za krokiem... i doświadczasz Boskich Promieni jakimi nasącza cię Bóg... a te Boskie Promienie delikatnie muskają twoją twarz... ogrzewają ją... i napełniają twoje wnętrze... a twoja wewnętrzna radość się umacnia i z każdym dniem jest coraz to większa... a wszystko za sprawą tego, że pewnego dnia poczułeś w sobie ból... ból, który wypełnił twoje ciało i duszę... ale ten ból był boskim wołaniem, abyś powrócił do swojej prawdziwej natury, abyś rozłupał twardą skorupę, w którą się odziałeś i abyś napełnił się Boskim Światłem... abyś ponownie poczuł kim jesteś i przypomniał sobie o swoim duchowym Ojcu, o którym tak wielu zapomniało... ale On nigdy nie zapomniał o swoich dzieciach i cierpliwie czeka, aż ponownie skierują one swój wzrok w Jego kierunku i poproszą Go o pomoc... a ten wtedy z krokiem błyskawicy przyjdzie na ratunek i rozświetli ciemność jaka je otacza... i zrobi to bezinteresownie... gdyż On wie, że Jego dzieci zasługują na życie w Prawdzie... i my możemy ją otrzymać jednocząc się na powrót z naszym duchowym Ojcem, który pragnie, aby jego dzieci były szczęśliwe, aby nie były uwikłane w ciężką karmę, której spłacanie bywa bolesne... życie w zjednoczeniu z Bogiem jest cudownym lekiem na wszelką ciemność w naszym życiu, która może być rozpuszczona Jego Miłością (napisane 03.12.2016).
 

Życie w głębokiej nieświadomości

Wiele osób żyje niczym we śnie, nie zdają sobie sprawy z istnienia innych duchowych światów i innych płaszczyzn naszego jestestwa... ale na szczęście coraz więcej osób już wie, że nie jesteśmy tylko swoim fizycznym ciałem, mamy również inne duchowe warstwy, czakry i duszę... jesteśmy w pewnym sensie wielowymiarowi. Znajdujemy się obecnie w świecie fizycznym, ale zarazem jednocześnie w pewnym sensie częściowo istniejemy i w świecie duchowym, gdyż sami składamy się z duchowych elementów (w końcu nie jesteśmy istotą czysto fizyczną). Jest bardzo ważne, aby połączyć się z Bogiem i z Duchem Świętym, aby nie przebywać w stanie nieświadomości, bo z tego poziomu nawet przy dobrych intencjach możemy wprowadzać chaos, zamęt, pomieszanie i szkodliwe działanie... dlatego każdego dnia skupiaj się na tym, aby chodzić z Bogiem za rękę, aby być z Nim w jedności, bo to da ci Jego Mądrość i odpowiednie otwarcie, aby mogła owa Mądrość w tobie zamieszkać na stałe i abyś każdego dnia coraz to mocniej się nią nasączał... wtedy już nie będziesz chodził po omacku, otworzą ci się oczy na Prawdę i będziesz miał zrozumienie i rozpoznanie jakie na daną chwilę będzie ci potrzebne, aby poradzić sobie z wszelkimi wyzwaniami jakie życie przed tobą postawi... więc otwórz się na nowe zrozumienie, otwórz swoje warstwy duchowe, aby Bóg mógł cię nasączyć swoją energią, bo bez odpowiedniego otwarcia nie rozkwitniesz niczym piękny kwiat, będziesz przebywać w nieświadomości, a z tego nic dobrego wyniknąć nie może... będziesz jedynie chodzić niczym dziecko we mgle i będziesz się złościć, kiedy coś pójdzie nie po twojej myśli... dlatego otwórz się na Boga, na Jego Wielką Miłość i niech Jego Mądrość się w ciebie wlewa... nasączaj się nią, a pewnego dnia rozpoznanie prawdy od kłamstwa nie będzie dla ciebie problemem (napisane 04.12.2016).


Duchowe testy i próby

W swoim życiu będziemy poddani wielu testom i próbom. Człowiek musi być solidnie przetestowany, aby Bóg wiedział czy np. nadajemy się do pewnych zadań czy też nie. Nie każdemu człowiekowi będą dane do dźwigania "ciężkie wiadra", ale tym którym będą one dane będą tymi, którzy sobie z nimi poradzą i zaniosą je tam gdzie zaniesione one być powinny. Im więcej takich duchowych testów zdamy tym Bóg chętniej i częściej będzie nas przydzielać do ważniejszych zadań, które mogą nam przynieść więcej duchowej energii... więc nie bójcie się testów zsyłanych na nas przez samego Boga, postarajmy się je przejść jak najlepiej, a one pomogą nam oczyścić nasze wnętrze, umocnią nas wewnętrznie oraz przyczynią się do tworzenia większej ilości dobra na tym świecie... i im więcej ludzi będzie pomyślnie zdawać takie testy tym szybciej nasz świat będzie się transformować do nowej lepszej formy... więc otwórz oczy, nadstaw uszy i zastanów się czy sytuacja jaka właśnie do ciebie przychodzi nie jest przypadkiem jakimś testem do zdania, bo może właśnie w tej chwili jesteś testowany i Wszechświat ci się mocniej przygląda jak zareagujesz, co zrobisz... i może od tych twoich czynów będzie zależeć dalsze twoje życie... więc bądź czujny i zawsze staraj się postępować według tego jak czuje twoje duchowe wnętrze, ono wie jak postąpić należy, gdy przyjdzie dzień próby (napisane 04.12.2016).


Bezsensowna przemoc i czystość duszy

Wiele osób w obecnych czasach dopuszcza się bezsensownej przemocy wobec innych ludzi - takie osoby stosują ją, aby poczuć się lepiej (aby się dowartościować, zdobyć poklask kolegów, poczuć się kimś ważnym, kimś kto ma władzę i moc) i zupełnie nie przejmują się tym co w tym czasie czuje ich ofiara... nie zastanawiają się nad jej bólem (fizycznym i psychicznym)... oprawca zachowuje się jakby nie posiadał współczucia czy uczuć wyższych... ból psychiczny ofiary może być wyjątkowo silny i może rozciągać się na wiele kolejnych lat (a nawet i na całe życie) i to nawet wtedy, kiedy z oprawcą nie mamy już styczności... więc jeżeli jesteś oprawcą i w jakiś sposób znęcasz się nad kimś natychmiast przestań i uświadom sobie, że druga osoba ma uczucia, które najprawdopodobniej silnie ranisz (możesz w ofierze wywołać lęki, które dosłownie zniszczą jej życie)... postaw się w jej sytuacji, spróbuj poczuć w swoim wnętrzu to co ona czuje, gdy doświadcza z twojej strony przemocy... uruchom swoją empatię... i zadaj sobie pytanie, czy byłoby ci miło, gdyby ktoś nad tobą się tak znęcał, gdyby tobą pomiatał i co chwilę ranił cię słowem? Przemyśl to... bo słowo może zranić wyjątkowo mocno... i nie tylko miecz jest w stanie zrobić krzywdę człowiekowi... słowo również... i czasem słowo mocniej zaboli niż przeszywająca nas stal... bo fizyczne rany goją się szybko, ale psychiczne mogą się nigdy nie zagoić... więc miej więcej współczucia wobec innych ludzi... i nie rań ich tylko dlatego, że jesteś egoistą myślącym tylko o sobie, który sam ze sobą sobie nie radzi, nie kontroluje swojego gniewu i negatywnych emocji... nie przelewaj swojego wewnętrznego bólu na innych, postaraj się sam z nim uporać... a jeżeli jest to dla ciebie zbyt trudne to porozmawiaj o swoich problemach z Bogiem, On z chęcią tobie pomoże, jeżeli tylko Go o to poprosisz... więc porozmawiaj z Bogiem i spróbuj wyjść z błędnego koła agresji wobec innych ludzi... i jeżeli będzie taka potrzeba poproś Boga również o to, aby wyciągnął cię z niewłaściwego towarzystwa w jakim się najprawdopodobniej na co dzień obracasz... po prostu warto pomyśleć o swoim duchowym wnętrzu... o swojej duszy, która z powodu twojego niewłaściwego zachowania coraz mocniej pogrąża się w ciemności.

Możliwe, że doszedłeś do etapu, w którym jesteś już wyjątkowo zmęczony samym sobą, swoim niewłaściwym zachowaniem i swoim "niskowibracyjnym" życiem... czujesz, że twoja dusza odeszła daleko od Prawdy i wewnętrznej czystości... ale pamiętaj, dopóki żyjesz jest nadzieja... jeszcze wciąż możesz swoje życie naprawić... zacznij małymi kroczkami, skup się mocniej na Bogu i pomóż swojemu wnętrzu się powoli, ale systematycznie oczyszczać ze złych uczynków jakich się dopuściłeś na przestrzeni lat... zadbaj o swoją czystość duszy... to naprawdę istotny aspekt naszego człowieczeństwa... znacznie ważniejszy niż czyste ubranie czy wymyte ciało fizyczne... w swoim czasie naszą fizyczną powłokę zostawimy tutaj, a dusza przejdzie na drugą stronę i będzie ona sprawiedliwie rozliczona ze swoich dobrych jak i złych uczynków... więc zadbaj o jej czystość za swojego fizycznego życia, abyś nie musiał się wstydzić po drugiej stronie swoich niewłaściwych czynów, które nie zostały przez ciebie oczyszczone na fizycznym planie (napisane 05.12.2016).
 

Niepotrzebne cierpienie i nasze reakcje

Wiele osób twierdzi, że ich życie to koszmar, że nie wytrzymają już kolejnego dnia swojej "podłej" egzystencji... ale zapominają o jednym, że większość cierpienia jakie w naszym życiu się pojawia wcale nie jest tworzone przez "zewnętrzne sytuacje", ale przez nasz umysł... przecież nie każda na pozór negatywna sytuacja jaka nas spotyka musi wywoływać w nas negatywne emocje (cierpienie), a jeżeli tak się dzieje to uświadom sobie, że wiele osób postawionych w identycznej sytuacji może mieć zupełnie inną reakcję od twojej... ty możesz w jakiejś sytuacji się mocno zdenerwować, a ktoś inny w takiej samej sytuacji może się śmiać do rozpuku i w ogóle tym co go spotkało się nie przejąć... więc większość cierpienia jakie nas spotyka jest wynikiem naszych reakcji na pewne sytuacje (to my katalogujemy daną sytuację jako dobrą czy złą)... wystarczy zmienić swoje reakcje, a możemy odczuć nieprawdopodobną zmianę w swoim życiu... niby na zewnątrz nic specjalnego się nie zmieni, ale nasza wewnętrzna przemiana sprawi, że na głębokim poziomie swojego jestestwa nie będziemy się przejmować rzeczami, które wcześniej nas mocno dotykały / raniły... po prostu zdamy sobie sprawę, że nie ma sensu się wszystkim przejmować, że nie każda pozornie negatywna sytuacja taka faktycznie jest, że nie zawsze warto odpowiadać atakiem na atak... musimy dogłębnie zrozumieć, że życie jest za krótkie, aby poświęcać tak wiele czasu na zamartwianie się, na wieczną walkę z życiem, z innymi osobami, na tkwieniu w "depresji", rozgoryczeniu i na pielęgnowaniu tego typu negatywnych stanów... to po prostu nie ma żadnego logicznego sensu.

Zrozum również, że nie warto potęgować (przedłużać) swoich negatywnych emocji (stanów). Jeżeli coś "niemiłego" nas spotyka to często mamy tendencję do opowiadania o tym swoim znajomym... i doświadczamy dzięki temu kolejnych negatywnych emocji... i to trwa i trwa... dużo lepiej byłoby po prostu zaakceptować fakt, że takie "negatywne" sytuacje są po prostu częścią życia i będą się nam raz na jakiś czas przytrafiać... trzeba po prostu zrobić wydech i pójść dalej... niemniej jednak wiadomo, że w niektórych przypadkach może i warto komuś o swoim przykrym dla nas zdarzeniu opowiedzieć, aby sobie trochę ulżyć w cierpieniu, aby doznać zrozumienia od innej osoby... niemniej jednak niektóre osoby mają tendencję do długiego przebywania w "negatywnym stanie emocjonalnym", bo po prostu w pewnym sensie lubią ten stan i nie umieją bez niego żyć (są dzięki niemu na pewnego rodzaju "haju")... z jednej strony niby cierpią, ale z drugiej strony są niczym narkomani pragnący tych negatywnych emocji... taka osoba po prostu musi wejść na swoją "negatywną emocjonalną falę", w przeciwnym razie może zacząć popadać w obłęd (z powodu, że nie umie się odpowiednio wyciszyć)... niemniej jednak najlepiej jest taki stan po prostu szybko uciąć, bo gdy się tego nie zrobi możemy stawać się coraz to bardziej toksyczni i to nie tylko względem siebie, ale również i względem innych osób... powinniśmy uświadomić sobie prawdę, że zbyt długie przebywanie w negatywnym stanie nie jest dla nas optymalne i może spotęgować nasz stan braku równowagi... więc następnym razem jak coś cię "niemiłego" spotka to zastanów się czy wszyscy twoi znajomi muszą o tym wiedzieć... może jest coś ciekawszego i wartościowszego do zrobienia niż opowiadanie o swoim kolejnym "nieszczęściu" jakie nas spotkało w życiu... no i trzeba byłoby sobie jeszcze zadać pytanie, czy to "nieszczęście" jest faktycznie nieszczęściem, może jedynie my je tak widzimy, może ktoś inny widziałby tą sytuację inaczej, może wcale by nie rozpaczał tak jak my to robimy?

W pierwszej kolejności po doświadczeniu "negatywnej sytuacji" spróbuj sam sobie poradzić z emocjami jakie się w tobie kłębią... zacznij obserwować swój umysł, swoje emocje i zrozum, że nie zawsze warto się złościć na życie czy innych ludzi... nie na wszystko mamy wpływ... ale na pewno mamy wpływ na to jak reagujemy na sytuacje, które są przynoszone nam przez życie... zmień swoje reakcje, a twoje życie stanie się znacznie lżejsze, gdyż 90% cierpienia jakiego do tej pory doświadczałeś po prostu z dnia na dzień zniknie (napisane 07.12.2016).


Szczęście jest w tobie

Jeżeli szukasz szczęścia to znajdziesz je w sobie... będzie to prawdziwe szczęście, które nie będzie zależne od czynników zewnętrznych, gdyż to twoje wnętrze będzie je "produkować" i cię nim zasilać. Osiągnięcie wewnętrznego szczęścia to skarb, którego nie można kupić, można go jedynie "wypracować" lub "odkryć"... w pewnym sensie trzeba doznać "zrozumienia" na odpowiednim poziomie, zrozumienia życia, zrozumienia siebie, tego co się nam przytrafia, tego jak świat funkcjonuje... wtedy pojawia się prawdziwe szczęście. Początkowo zaczynamy się po prostu czuć szczęśliwi i nie potrzebujemy czegoś z zewnątrz, aby ten stan utrzymać lub spotęgować... po prostu "jesteśmy" i jest nam dobrze i to nam całkowicie wystarcza... robimy wdech, a później wydech... czujemy to głębokie zjednoczenie ze Wszechświatem, z esencją życia, z pierwotną naturą przenikającą naszą egzystencję... czujemy tą jedność i jedyne czego pragniemy to jeszcze mocniejszego pogłębienia tego stanu... i tak się faktycznie będzie działo... z każdym kolejnym dniem będziemy coraz mocniej doświadczać siebie, swojej prawdziwej natury, zjednoczenia z Bogiem, z Jego Wielkim Majestatem... i to jest piękna chwila, gdy możemy tego doświadczyć, bo nie każdemu będzie to dane... ale ci, którzy do tego etapu dojdą poczują się prawdziwie szczęśliwi... nie koniecznie to głębsze i mocniejsze szczęście musi się pojawić od razu... ono raczej będzie przychodzić do nas coraz to mocniej i mocniej z czasem... to może trwać lata, ale to piękna podróż, tak jakbyś był różą, która każdego dnia coraz to mocniej rozkwita i coraz mocniej otwiera się na Prawdę, Światło i Wieczne Życie. Możemy mieć wrażenie jakbyśmy powoli zbliżali się do Wielkiego Słońca... jest nam coraz cieplej i cieplej... ale to ciepło nas nie niszczy, ono nas wzmacnia i zasila swoją energią, daje nam nowe siły i dodaje skrzydeł... więc spójrz w swoje wnętrze i odnajdź tam wielki skarb, który tylko czeka, abyś go otworzył... a tym skarbem będzie prawdziwe szczęście płynące z twojego wnętrza (napisane 10.12.2016).


Ostateczne zjednoczenie

Gdy osiągniesz zjednoczenie z Bogiem twoje ciało zostanie zalane Jego Energią... i dzięki temu nasze życie się całkowicie odmieni... nasze reakcje się zmienią... już nie będzie można nas tak łatwo zranić jak było to kiedyś... będziemy odporni na wiele słownych ataków czy niemiłych sytuacji... dlatego tak ważne jest, aby nasz umysł i nasze serce pracowały w jedności, w zjednoczeniu, wtedy cierpienie się rozpływa... może nie całe, ale zdecydowana jego ilość... i dlatego warto wybrać się w tą podróż... podróż, która pomoże ci odnaleźć samego siebie, swoją prawdziwą naturę... i gdy to się stanie nie będziesz już więcej samotny... będziesz razem z Wielkim Słońcem iść przez życie... Ono zawsze będzie ci świecić nad głową, abyś doszedł do celu swojej podróży (napisane 10.12.2016).
 

Mistyczne drzwi

Po osiągnięciu zjednoczenia z Bogiem czeka cię jeszcze przejście przez mistyczne drzwi... i gdy przez nie przejdziesz ujrzysz zupełnie inny świat... i twoje życie już nigdy nie będzie takie jakie było wcześniej... ale to już materiał na inną książkę ;)


Kilka słów końcowych

Pamiętajcie, aby się zdrowo odżywiać, być aktywnym fizycznie, łączyć się z Bogiem, nie wymigiwać się od swoich obowiązków życiowych. Musicie umieć nieść swój życiowy krzyż, ale zarazem musicie umieć odciąć od siebie ludzi i sytuacje, które wam szkodzą, które niszczą was i wasz potencjał - musicie mieć tą mądrość, która pozwoli wam tego dokonać tak jak należy, bez uszczerbku dla waszych życiowych lekcji i waszej drogi.

Zaakceptujcie rzeczywistość i nie walczcie z nią, takie postępowanie uchroni was przed dużą ilością bólu i smutku. To co możecie zmienić zmieńcie, a to czego zmienić nie możecie zaakceptujcie. Pozwólcie swojemu przeznaczeniu się wypełnić, nie zakłócajcie go swoimi histeriami, niech płynie harmonijnie. Bądźcie jak liść na wietrze unoszony przez powiew swojego przeznaczenia.

Słuchajcie swojego serca, ono jest mądrzejsze niż myślicie... bardzo dobrze wie, którą drogą powinniście pójść i co powinniście zrobić w trudnych sytuacjach... nie zdawajcie się jedynie na swój rozum. Serce jest centrum mądrości, nie ignorujcie tego faktu, bo będziecie podejmować błędne decyzje i nigdy nie dojdziecie do upragnionego Domu w Niebie. Serce jest kluczowym aspektem, bez zjednoczenia z nim swojego umysłu będziecie odradzać się ponownie... więc utwórzcie połączenie ze swoim sercem, odnówcie tą znajomość... usłyszcie jego głos... i niech was prowadzi przez życie swoimi cichymi podpowiedziami.

Niech Boże Światło wami kieruje przez wszystkie dni waszego życia... trzymajcie się blisko Boga, wtedy wasze życie zakończy się sukcesem... On was pokieruje swoimi ścieżkami... nie wyrywajcie się Mu... wypełniajcie Jego wolę, a poznacie Jego Miłość... doznacie wielkiego spełnienia, a zarazem ukojenia, którego tak mocno wam brakowało... więc trzymajcie się blisko Boga... On jest Miłością jakiej wszyscy poszukujemy, jakiej wszyscy w głębi naszej duszy pragniemy... poznając Boga, poznasz błogą egzystencję... a ta jest już odczuwalna, gdy nasze połączenie z Bogiem jest aktywne... ale to nie koniec naszej drogi... to połączenie wciąż może być silniejsze... więc skup swój umysł na Bogu... i pozostań w tym skupieniu... niech błogosławieństwo z Boskiego Źródła na ciebie spływa... poczuj ten błogi stan w jakim się znajdujesz... wypełnij się nim... jak dobrze jest być w jedności z Bogiem... tak... Bóg jest najlepszym naszym przyjacielem, prawdziwym towarzyszem życia... trwaj w Nim... ty w Nim, a On w tobie... razem, w jedności... bądźcie jednym ciałem, jednym umysłem, jedną duszą... bądźcie w pełni zjednoczeni.

Dziękuję wszystkim za przeczytanie mojej książki, mam nadzieję, że wniosła ona w Wasze życie sporo Światła i że Wasza ewolucja przyśpieszyła :)

Książkę w formie elektronicznej (ebook) można przeczytać w całości tutaj: LINK! (zawiera ona również artykuły pisane przed rokiem 2016).


Świadome sny i piękna muzyka

13.12.2016 praktycznie każdy sen jaki miałem był bardzo wyraźny i w pełni świadomy! W żaden sposób tej świadomości nie uzyskiwałem "celowo", ona po prostu sama z siebie się pojawiała... ale snów jakich doświadczałem nie można nazwać snami kontrolowanymi (Lucid Dreams), niczego w nich nie zmieniałem, byłem raczej jedynie wyjątkowo czujnym obserwatorem. Nie będę opisywać dokładnie poszczególnych snów (których i tak już dokładnie nie pamiętam), ale wspomnę, że w jednym z takich świadomych snów znajdowałem się w sądzie, a sędzia rozmawiał z jakąś osobą i ja dokładnie słyszałem rozmowę tych dwóch osób i owa rozmowa była w pełni realna, nie było żadnych zakłóceń czy nieścisłości w tym co było mówione, nie różniło się to niczym od rozmowy dwóch osób w realnym świecie (z tego co się zorientowałem brałem udział w jakiejś rozprawie i siedziałem w ławce z prawej strony sali wraz z jeszcze dwoma osobami i wiem, że moja sprawa była wygrana, a ta osoba, która rozmawiała z sędzią była na pozycji przegranej i sędzia owej osobie to tłumaczył)... a co ciekawe po obudzeniu się i ponownym zaśnięciu ponownie wszedłem w dokładnie ten sam sen (siedziałem w tym samym miejscu itd). W następnym śnie całkowicie świadomie szedłem z jakimiś ludźmi przez jakiś tunel, jakby w "kanałach"... a ostatni sen z tej w pełni świadomej serii odbywał się na plaży, znalazłem tam w piasku jakiś mały kuferek, w którym znajdowały się jakieś monety... a chwilę później podszedłem bliżej morza i włączyła się we śnie muzyka, która była w języku polskim i nawet z rymami (które faktycznie się ładnie rymowały)! Wątpię, aby tak owa piosenka faktycznie została na Ziemi skomponowana, ale była bardzo ładna i w pełni zrozumiała (śpiewała ją jakaś kobieta). Już miałem w swoim życiu kilka tego typu "pieśni" we śnie, ale nie zmienia to faktu, że każda kolejna jest tak samo przyjemna i kojąca dla duszy.

cdn...

Dobry Samarytanin